Jak się zauroczyć żonatym? Perspektywa kochanki vs myślenie krytyczne.

Proszę, spróbuj teraz wrócić myślami do początków Waszej znajomości, do chwili, w której dowiedziałaś się, że mężczyzna, który się Tobą interesuje, ma już żonę. Jak się wtedy czułaś? Skoro nadal tkwisz w tej relacji to znaczy, że podjęłaś wówczas decyzję, że zgadzasz się na taki układ, przynajmniej na początku. Jeśli Twoją decyzją było pozostanie przy tym mężczyźnie, to co Cię do tego skłoniło? Być może powiesz, że były to emocje i zaangażowanie, że miłość nie wybiera. Ale co dokładnie sobie myślałaś w zderzeniu z informacją, że on ma kogoś? W jaki sposób sobie to wytłumaczyłaś? Jak oceniłaś siebie na tle tej drugiej kobiety? Jak oszacowałaś wartość tego mężczyzny?

Kobiety, które wyniosły zdrowe wzorce relacji z własnego domu rodzinnego zupełnie inaczej myślą i odczuwają. Jeśli zrozumiesz wagę istniejących różnic w sposobie myślenia kobiety, która na starcie odrzuca mężczyznę żonatego, jako nienadającego sie do nawiązania bliższej relacji a Twoim sposobem myślenia, szybko zauważysz jak myśli generują emocje i skłaniają do określonych działań. To właśnie ta różnica sprawia, że kobieta X nie ma teraz bagażu, z jakim Ty obecnie się zmagasz. Kobieta X tworzy oficjalny związek z mężczyzną dostępnym. Ty tworzysz relację z kimś, kto nie jest z Tobą naprawdę. To nie ślepy los zaprowadził Cię do miejsca, w którym obecnie się znajdujesz. To Twoje własne działania. Motorem napędowym działań są emocje, a ich generatorem Twoje myśli! Przyjrzyj się myślom kobiety odrzucającej żonatego oraz kobiety akceptującej relację z żonatym, aby zrozumieć, że jeśli pragniesz innych rezultatów w swoim życiu, musisz zmienić swoje myślenie!

Przeanalizujmy proszę to, co możesz myśleć i czuć w początkowej fazie znajomości z mężczyzną żonatym. Klasyką gatunku będzie tutaj sytuacja, w której żonaty osobnik nawiązuje z Tobą znajomość z pułapu przyjaciela. Ponieważ Ty jako kobieta masz prawdopodobnie silniej rozwinietą empatię, wysłuchiwanie zwierzeń mężczyzny nieszczęśliwie uwikłanego w nierokujące małżeństwo może szczególnie oddziaływać na Twoje emocje. Przyjrzyjmy się etapom Twojego zaangażowania w znajomość z mężczyzną żonatym oraz generowanym przez Ciebie myślom i emocjom. Zobaczmy też, jak w odpowiedzi na ten sam bodziec reaguje kobieta, która ignoruje zaloty osoby niedostępnej emocjonalnie:

Kobieta o zaburzonym wzorcu bliskości, uwikłana w relację z kimś, kto jest niedostępny ( zajęty, żonaty ) Kobieta o prawidłowym wzorcu bliskości, odrzucająca opcję relacji z żonatym/ niedostępnym mężczyzną

Sytuacja

Mężczyzna żonaty okazuje swoje zainteresowanie, zbliża się, jest miły, życzliwy. Opowiada o swoim nieudanym, nieszczęśliwym małżeństwie. Jest nierozumiany, niekochany przez żonę. Przedstawia ją jako kobietę złą, interesowną, dominującą i wykorzystującą go, siebie- jako kogoś, kto w poświęceniu dla rodziny znosi to wszystko, ale cierpi.

Myśli

Jestem dla niego atrakcyjna. Muszę być wyjątkowa, skoro zwrócił na mnie uwagę. Jego zainteresowanie mi pochlebia. Z pewnością jestem atrakcyjniejsza od jego żony. Podoba mi się, że tak wyjątkowy mężczyzna uważa, że jestem lepsza od innej kobiety. Ten facet jest dobrą partią, tamta kobieta nie da mu szczęścia. Jest zraniony ale gdyby poznał mnie bardziej, mogłabym otoczyć go miłością i ofiarować mu to, na co zasługuje. On nie ma siły odejśc od złej kobiety i złego związku, ale dzięki mojej wytrwałości i wsparciu odważy się. Zaufa mi gdy tylko bardziej się postaram. Rywalizuję z inną kobietą, na tle której jestem kimś lepszym. Rywalizacja mnie uskrzydla. Mogę udowodnić, że jestem kimś bardziej godnym miłości. Mam wszystko, czego brakuje tej kobiecie. Jestem odpowiedzią na pragnienia tego mężczyzny. Jest to całkowicie logiczne: ponieważ on cierpi z powodu tego, co jest deficytem w tym związku, to kiedy otrzyma to ode mnie, zechce się ze mną związać. Wyobrażam sobie nas razem. To byłoby cudowne – budzić się przy nim, wspierać go na dobre i złe. Snuję wizje bycia razem. Myślę, jaki jest na co dzień i jak szcześliwa mogłabym być przy nim a on przy mnie. Wiem, że jetem atrakcyjna dla różnych mężczyzn, także żonatych. To miłe, że się podobam, ale ten mężczyzna nie wzbudza mojego zainteresowania. Skoro kogoś ma, a tak bardzo interesuje się mną, to znaczy, że jest nielojalny. Ten mężczyzna nie jest dobrą partią, ponieważ potrafi być z jedną kobietą a uwodzić inną. Jest zraniony, ale dojrzały meżczyzna nie szuka pocieszenia u innej kobiety w sytuacji małżeńskiego kryzysu. Nie chciałabym męża, który, gdyby mu się ze mną nie układało, zwierzałby się z tego innej kobiecie. Skoro on narzeka na swój związek, mówi, że jest taki zły, to dlaczego w nim nadal trwa? Dlaczego dotąd nie odważył się na zmianę? Czy to słabość charakteru? Tchórzostwo? Materializm? Za niskie poczucie swojej wartości? Dlaczego ten mężczyzna nie szanuje siebie na tyle, aby odejść ze związku, który mu nie służy?

Czy mężczyzna, który nie potrafi zadbać o swoje dobre samopoczucie, będzie umiał zadbać o moje? Czy słaby psychicznie mężczyzna to szczyt moich aspiracji? Czy można mu zaufać? Czy wierność to dla niego wartość?

Nie chcę rywalizować z inną kobietą o względy tego mężczyzny, gdyż zasługuję na kogoś, kto jest wolny i w pełni dostępny. Nie wyobrażam sobie życia z nim. To mnóstwo problemów już na samym starcie i ciągłe obawy czy będzie mi wierny.

Emocje

Czuję sie przy nim atrakcyjna, ważna i wyjątkowa. Ta relacja pobudza moje ambicje.Czuję się kobieco. Jestem dowartościowana. Czuję, że dzieje się coś ważnego. Odrywam się od nudy i monotonii. Czuję ekscytację i niepewność sytuacji. Poznaję to po przyspieszonym biciu serca i coraz większej energii. Kiedy rozmawiamy, chce mi się żyć. Czuję się szczęśliwa. Gdy opowiada mi o swoim małżeństwie budzi to moje współczucie. Jest mi bliski. Czuję zrozumienie i chęć pomocy. Odczuwam też złość, że jest taki niedoceniony w domu. Czuję, że znajomość z nim to wielka szansa. Spodziewam się dobrego zakończenia. Przepełnia mnie euforia i optymizm. Kiedy jest nieobecny, zaczynam tęsknić. Waham się cały czas pomiędzy euforią a przygnębieniem. Gdy nie mam z nim kontatu, czuję mniej energii, nic mi się nie chce. Tracę zainteresowanie wszystkim, co lubiłam do tej pory. Każda myśl i emocja związana jest z nim. Pragnę go coraz więcej, ale nie jest do końca dostępny. Zaczynam czuć, że potrzebuję więcej kontaktu, spotkań, deklaracji. Naratsa frustracja. Kumuluję w sobie uczucia. Czasami wybucham. Mój nastrój zależy od stopnia, w jakim on wydaje się dostępny. Szukając metody na to, by go przekonać do siebie, mam znów nadzieję. Czuję wtedy euforię. Mam napęd do działania. Gdy on znów się wycofuje albo nie dotrzymuje obietnicy, czuję smutek, rozczarowanie. Czuję się wtedy bezwartościowa i że nie zasługuję na miłość. Nie pochlebia mi zainteresowanie żonatego mężczyzny. To dla mnie uwłaczające, gdy ktoś będący w związku z inną kobietą jawnie mnie uwodzi. Czuję na niego złość. Obawiam się takich ludzi. Czuję, że moja kobiecość byłaby zagrożona w takiej relacji. Nie czuję ekscytacji tylko niesmak. Kontakt z nim nie dodaje mi energii, przeciwnie, to uwodzenie mnie irytuje. To podważa moją godność i uderza w moje poczucie wartości. Czuję, że ten meżczyzna jest niespójny i słaby. To budzi pogardę. Znajomośc z nim to wielka szansa – na porażkę i zranienie. Nie spodziewam się dobrego zakończenia. Przepełnia mnie obawa jak mogłoby sie to potoczyć. Nie brakuje mi go. Czuję się cały czas dobrze sama ze sobą. Lubię siebie, doceniam swoją wartość. Jestem zadowolona z moich osiagnięć, atrakcyjności. Poświęcam dużo czasu na swoje pasje, co sprawia, że czuję się spełniona. Moje myśli krażą wokół mojego rozwoju, pasji, przyjaciół i planów. Mężczyzna niedostępny jest dla mnie nieciekawy, bo ma mało do zaoferowania. Nudzi mnie związek na niskim pułapie zaangażowania. Czuję się atrakcyjnie dla mężczyzny, który pokazuje mi czynem, że ma dla mnie czas i uwagę na 100 %. Jestem wtedy pewna, że podchodzi do mnie poważnie. Traktowanie mnie z godnością jest dla mnie ważne i jest spójne z tym, co sama o sobie myślę. Gdy on się wycofuje, oddycham z ulgą, że mogę ten czas wykorzystać dla kogoś bardziej zaangażowanego . Zasługuję na miłość i na bycie jedyną w życiu ukochanego mężczyzny.

Działania

Częściej z nim rozmawiam. Uważnie go słucham. Podtrzymuję kontakt wzrokowy, werbalny. Pozwalam się mu bliżej poznać. Zaczynamy rozmawiać na coraz więcej tematów. Mam ochotę spędzać z nim jak najwięcej czasu. Chcę kontaktu fizycznego i dążę do niego. Odkrywam, ile przyjemności mi sprawia jego zapach, ton głosu, spojrzenie. Otwieram się na jego dotyk. Przyjmuję zaproszenie na kawę. Codziennie z nim sms- uję. Zostaję z nim sam na sam. Uprawiamy seks. Dążę do coraz większej ilości spotkań. Sptkania stają się regularne. Próbuję wymóc na nim jakieś obietnice. Odkrywam, że gdy na niego naciskam, on się zamyka w sobie. Z obawy przed utratą tej relacji, muszę ukrywać swoją frustrację. Szukam pomocy w internecie, na forach i na blogu. Mam wciąż nadzieję na dobre zakończenie, interesuje mnie metoda na to, jak skłonić go do zmiany ( te myśli stają się obsesyjne, zależy mi tylko na tym, aby był wreszcie ze mną). Podejmuję okresowe próby zerwania tej znajomości, ale nie wystarcza mi silnej woli. Rzadziej z nim rozmawiam, nie chcąc się wkręcić w sytuację dla mnie potencjalnie niebezpieczną. Słucham go przez grzeczność, ale sugeruję, że nie jestem odpowiednią osobą do zwierzeń. Jestem konsekwentna. Ucinam jego żale. Sugeruję mu rozmowę z żoną, przyjacielem lub terapeutą. Nie jestem od naprawiania ludzi. Mam własne problemy. Absolutnie unikam kontaktu fizycznego z nim. Nie przyjmuję zaproszenia na kawę. Nie daję mu swojego numeru i nie zostaję z nim sam na sam. W wolnym czasie dzielę się moimi myślami i uczuciami z przyjaciółmi, więc nie czuję się samotna i nie szukam w żonatym facecie zapełnienia pustki i samotności. Nie obawiam sie utraty kontaktu z tym mężczyzną – nie jest on moim całym światem. Czas, który by wypenił swoją osobą wykorzystuję na szukanie innych wartościowych znajomości. Mój target to mężczyźni wolni i dostępni. Z tym facetem nie mam nadziei na happy end. Myślę o wielu rzeczach niezwiązanych z nim i mam ochotę zrobić coś dobrego dla siebie. Może kino? Teatr? Kawa z przyjaciółką? Jakiś ciekawy kurs samorozwoju? Wybieram się w miejsca, gdzie są ludzie i gdzie mogę poczuć dobrą energię. Może gdzieś spotkam wyjątkowego i wolnego mężczyznę?

Efekty

Pogłębia się moje zaangażowanie w tę znajomość. Coraz więcej myślę o nim i coraz mocniej go kocham. Ląduję na forach internetowych szukając jakiejś rady. Jestem rozchwiana emocjonalnie i zniszczona. Cały czas towarzyszy mi huśtawka emocjonalna. Odkrywam, że to, co mnie kiedyś napędzało do walki o ten związek, ustępuje miejsca zoraz większej bezradności i frustracji. Mam wciąż nadzieję, że jakoś to będzie, ale po każdej porażce, kłótni z nim i jego wycofaniu, czuję się coraz gorzej. Moja kobiecość jest zakwestionowana. Niczego już nie jestem pewna. Nie mam planu na siebie. Nie wiem, jak poukładać swoje życie. Nic mi nie sprawia frajdy. Czuję, że gasnę. Emocjonalnie tonę. Nie wiem, jak się uratować. Otacza mnie pustka i bezradność. Moje zainteresowanie żonatym mężczyzną spada do zera. Coraz mniej o nim myślę. Jestem stabilna emocjonalnie, czuję równowagę swoich myśli i emocji. Odkrywam, że skupianie się na swoich pasjach i przyjaźniach powoduje, że czuję się coraz silniejsza i atrakcyjniejsza. Nie zajmuję się zanjomościami, które wysysają ze mnie energię. Dobre relacje poznaję po tym, że dzięki nim czuję się doceniana, ważna, a jakość mojego życia i sampoczucia wzrasta. Moja kobiecoś rozkwita. Jestem pewna tego, w jakim kierunku zmierzam. Mam liczne plany związane ze swoim życiem i rozwojem. Mam kontrolę nad tym, co się dzieje. Jestem kreatorką, reżyserką i scenarzystką mojego życia. To ja decyduję, co zrobię i jak będę się czuć. Wybieram dla siebie pozytywne myśli, rozwijające aktywności. Otacza mnie pełnia i poczucie mocy.

 

Romawiając z wieloma kobietami uwikłanymi w związek z żonatym, zauważam pewne wzory, schematy postępowania i myślenia. Sądzę, że gdy dowiedziałaś się o sytuacji tego mężczyzny, znałaś już jego historię. Zapewne opowiadał Ci o swoim małżeństwie. Prawdopodobnie pokazał siebie jako kogoś, kto jest poszkodowany i zdominowany przez żonę. Możesz zinterpretować to, co słyszysz w dowolny sposób. To od Twojej interpretacji zależą powstałe w Tobie emocje. O emocjach mówi się, że pełnią funkcję mobilizacyjną. To znaczy, że emocja stanowi impuls wewnętrzny do tego, aby coś zrobić. Tym, co wciąż robisz jest to, że tkwisz w relacji z mężczyzną żonatym. Jest tak dlatego, że myślisz o nim w określony sposób, co doprowadza do powstania konkretnych emocji i zachowań. Jedynym narzędziem zmiany Twojej sytuacji jest zmiana działania czyli emocji. A jedynym sposobem wpływania na emocje będzie generowanie innych myśli.

Jeśli zdecydujesz się myśleć inaczej o sobie i swojej sytuacji, o tym mężczyźnie, jesli dopuścisz do siebie inną interpretację, to być może uda Ci się przeramować całą Waszą znajomość. Jeśli jest to trudne, zadaj sobie pytania: Jaką korzyść mam z tego, że nie dopuszczam innych interpretacji na jego temat? Dokąd zaprowadziło mnie dotychczasowe myślenie? Czy widzę rezultaty pozytywnego postrzegania mojego partnera? Czy takie myślenie poprawiło moją sytuację? Czy przybliżyło mnie do realizacji celu, jakim jest bycie z nim?

Im więcej generujesz myśli i emocji na jego temat, tym bardziej uwikłana jesteś. Pozytywne myśli/emocje napędzają Cię do trwania w relacji. Nie byłoby w tym niczego złego, gdybyś czuła w pełni gratyfikację z tego powodu. Gratyfikacją powinna być pełna wzajemność oraz zaangażowanie. Jeśli w wyniku Twojego zaangażowania nie powstaje określony rezultat (odwzajemnione zaangażowanie), możesz czuć się wyczerpana i niekochana. To zaupełnie normalne. Proponuję abyś spróbowała spojrzeć na swoją sytuację oczami kobiety nieuwikłanej, która w taką relację nigdy by nie weszła, bo ma inne oczekiwania, inny sposób myślenia. Co z punktu widzenia osoby szczęśliwej i czującej się w pełni wartościowo jest nie tak z Twoją relacją? Co myślałaby o tej sytuacji i czuła osoba o zdrowych wzorcach? Do jakich działań by ją to skłoniło?

Czasami warto wyjść ze swojego mentalnego pudełka po to, aby zobaczyć rzeczywistość w nieco innym kontekście. Jeśli chcesz naprawdę zmienić swoje życie, musisz poznać sposoby myślenia, odczuwania i działania osób, które postępują całkowicie inaczej. Tylko to da szansę osiągnięcia zupełnie innych rezultatów. Robiąc nieustannie to samo, masz gwarantowane jednakowe wyniki. Zaczynając myśleć w innym stylu, znajdziesz się w polu innych emocji, z energią do nowych działań, które popchną Cię w innym kierunku. Po prostu spróbuj. Nic nie tracisz.

Trzymam za Ciebie kciuki,

Agnieszka, Twój life coach.

Oto powód, dla którego niektóre kobiety NIGDY nie zwiążą się z żonatym!

„Kocham go!” – to najczęstszy argument, jaki przytaczasz jako kobieta zaangażowana w relację z mężczyzną żonatym lub w inny sposób niedostępnym. My kobiety mamy gdzieś głęboko w psychice wdrukowane, że miłość to uczucie tak wzniosłe, szlachetne i uświęcone, że jego odczuwanie usprawiedliwia każdą życiową potyczkę i załamanie. Jeśli kochasz, znosisz wszystko, bo taka jest natura miłóści, taki jest obowiązek osoby kochającej. Trwanie przy kimś za wszelką cenę, nawet swoim kosztem, to taki romantyczny i chołubiony model, który Tobie jako osobie kochającej ma przydać poczucia wartości oraz jakiejś wyższej misji prowadzącej do nagrody. Kryje się za tym przekonanie, że skoro miłość jest wartością najwyższą i najcenniejszą, to heroiczne wypełnienie obowiązku miłości nieuchronnie musi prowadzić do znacznej gratyfikacji. Niestety możliwe, że często w swoich zmaganiach i wysiłkach, jakie towarzyszą Ci w walce o utrzymanie takiej relacji, czujesz się osłabiona, mając poczucie wykonywania syzyfowej pracy. Zwłaszcza, jeśli w znajomośc z mężczyzną żonatym pompujesz ogromne ilości energii, starania i czasu, a to co otrzymujesz w zamian wcale w Twoim odczuciu do tej obiecanej nagrody Cię nie przybliża, ponieważ Wasza znajomość nie notuje progresu, a składane obietnice wciąż są odsuwane na dalszy termin. To musi budzić Twój niepokój, ale mimo to trwasz nadal u boku żonatego, licząc na zmianę. Ponieważ coraz częściej czujesz się zmęczona tą sytuacją, powoli dociera do Ciebie, że coś jest bardzo nie tak, ale jeszcze nie wiesz, jak dokładnie zidentyfikować problem. Z jednej strony ta relacja Cię napędza, z drugiej sprawia, że czujesz się beznadziejnie. Nie jesteś jeszcze pewna proporcji. Czy ta znajomość więcej Ci daje czy więcej zabiera? W ogólnym bilansie czujesz się lepiej czy gorzej? A może panuje ciągła huśtawka – przypływy adrenalizny i totalne odpływy? Raz czujesz, że możesz wszystko i wszystko jest możliwe, innym razem zdarza Ci się płakać z bezsilności i zmęczenia?

Dlaczego tak jest? Dlaczego tak trudno zatrzymać ten wagonik rozpędzonego rollercoastera i po prostu odetchnąć? Dlaczego nie może być normalnie? Przecież chcesz być spełniona, szczęśliwa i spokojna. Wszyscy dążymy do szczęścia. Chcemy czuć się dobrze, bezpiecznie. Przynajmniej w tej warstwie świadomej nikt z nas nie pragnie niepewności i niestabilności emocjonalnej. Wierzę że Ty równiez tego nie chcesz. Jednak w jakiś sposób ciągła niepewność i zmienność tworzy Twoją rzeczywistość. Napędza Cię, ale i wyczerpuje. Wyjaśnię Ci dziś dlaczego tak jest, i dlaczego w przypadku innych kobiet, w klasycznych związkach, tak wcale być nie musi, a nawet jest to mało prawdopodobne.

Jeśli jesteś kobietą kochająca żonatego prawdopodobnie już od dzieciństwa zmagasz sie z jakimś zadaniem niewykonalnym, prowadzącym do frustracji na skutek bezowocnego podejmowania prób i działań mających na celu zmianę Twojej rzeczywistości. Dlaczego właśnie od dzieciństwa? I w jaki sposób przejawia się ten schemat? Jak jest powiązany z uczuciem do żonatego? Przyjrzyj się historii swojego życia, a być może znajadziesz tam pewien powtarzający się wzór, który nieustannie prowadzi Cię do tych samych rezultatów, budząc uczucia zawiedzenia, smutku i wyczerpania.

Jeśli w dzieciństwie musiałaś nieustannie zabiegać o miłość i uwagę rodziców, a oni byli dla Ciebie emocjonalnie odlegli i zdystansowani, jest bardzo możliwe, że te uczucia zakorzeniły się w Tobie, prowadząc do wykształcenia patologicznej formy bliskości z innymi ludźmi.Gdyby tak nie było, jak wytłumczyć to, że wiele innych kobiet na możliwość rozpoczęcia romansu z mężczyzną, który jest żonaty, reaguje bardzo negatywnie? Na pewno znasz osoby, które nigdy by nie weszły w taką relację, ponieważ to je kompletnie nie pociąga, a wręcz jest aseksualne. Wiele kobiet w zetknięciu z facetem żonatym lub zajętym, całkowicie traci nim zainteresowanie. Czy zastanawiałaś się, co stanowi tę różnicę? Dlaczego ten sam bodziec dla jednej osoby będzie pobudzający, a dla drugiej emocjonalnie obojętny lub nawet niemiły?

Sądzę, że jako osoba uwikłana w relację z żonatym próbowałaś szukać już jakiejś formy pomocy czy wsparcia w sieci. Jedną z takich form pomocy sa internetowe fora. Zwróc proszę uwagę na pojawiające się tam komentarze. Za każdym razem, kiedy osoba uwikłana w romans z żonatym dzieli się anonimowo swoją historią otrzymuje odpowiedzi innych kobiet, które deklarują, że mężczyzna żonaty jest dla nich już na starcie nieatrakcyjny, odrzucony, nie brany pod uwagę jako partner. Osoby uczestniczące w dyskusji niejednokrotnie wykazują zaskoczenie dokonanym przez Ciebie wyborem. Pytają: ” Czy nie ma atrakcyjnych, wolnych mężczyzn? Dlaczego wybierasz mężczyznę, o którym wiesz, że bycie z nim to już na starcie jakieś zmagania, problemy? Dlaczego pociąga Cię mężczyzna, o którym wiadomo, że nie jest do końca Twój i dla Ciebie? „

Być może odpowiesz, że Ty też na początku nie brałaś takiej ewentualności pod uwagę. Jednak coś sprawiło, że z biegiem czasu podjęłaś z tym mężczyzną jakąś interakcję. W nielicznych przypadkach kobieta nie wie, że angażuje się w relację z żonatym, ponieważ on w swojej nieuczciwości jej o tym nie mówi. Najczęściej jednak sytuacja jest przejrzysta od samego początku.

Chodzi mi o to, abyś uchwyciła ten moment, w którym dowiedziałaś się jak faktycznie mają się sprawy. Skoro doszło do Twojego zaangażowania emocjonalnego, skoro weszłaś w tę znajmość (tak, to była Twoja decyzja, to nie stało się samo!), ten fakt musiały poprzedzać jakieś myśli, przekonania. Co decyduje o tym, że jedna kobieta spotykając na swojej drodze mężczyznę żonatego odprawi go z niczym, a druga powoli wsiąknie w tę znajmość, pozwalając na coraz większą zażyłość, aż do momentu stanu całkowitego uzależnienia? Wspomniane przeze mnie osoby, autorki komentarzy na forach internetowych, w takich momentach poprowadziłyby określony monolog same ze sobą. Optyka ich myślenia byłaby od początku nakierowana na negatywne aspekty takiej znajomości jak i na ocenę tego mężczyzny jako człowieka.

Jako osoba, która zawodowo zajmuje się szkoleniami z zakresu inteligencji emocjonalnej, która na co dzień obcuje z mechanizmem powstawania emocji, zapewniam Cię, że to nic innego jak Twoje MYŚLI generowane w Twojej głowie „robią” Ci określone emocje. Nie możesz poczuć niczego do określonej osoby o ile za tym nie stoją jakieś myśli. Zmierzam do tego, że osoba, która w dzieciństwie otrzymała wystarczającą ilość uwagi, troski, bezinteresownej i bezwarunkowej miłości, ma zupełnie inne wymagania co do przyszłego partnera, zwraca uwagę na inne aspekty, inaczej interpretuje pewne sytuacje. Ponieważ od dzieciństwa czuła się bezpiecznie, czuła się kochana, stan miłości i szczęścia, zadowolenia z siebie i bliskich osób ją otaczających, jest stanem naturalnym i bezpiecznym. Dzięki temu, że bezpiecznie czuje się z osobą dostępną, kochającą i zaangażowaną, wchodzi w relacje partnerskie właśnie z kimś, kto emanuje takimi cechami. Wnętrze tej osoby jest jak nadajnik radiowy. Wysyła ono sygnał o bezpieczeństwie, spokoju, dostępności i otwartości. Ponieważ podobieństwa się przyciągają, jest duża szansa, że osoba o podobnym wnętrzu i potrzebach zostanie przez nią znaleziona i przyciągnieta oraz oceniona jako atrakcyjna. Wszystko, co będzie sprzeczne z tymi wartościami, zostanie zakwalifikowane jako złe, szkodliwe, zagrażające i nieatrakcyjne.

To dlatego niektóre kobiety NIGDY nie wejdą w związek z żonatym. Już na początku znajomości z kimś takim osobie zdrowej zapala się czerwona lampka kontrolna. Dostrzega ona wszystkie zagrożenia i trudności, jakie taka relacja generuje i instynktownie sie wycofuje, chroniąc siebie.

A jak wygląda TWÓJ monolog wewnętrzny w momencie nawiązania relacji z kimś, kto jest żonaty lub w inny sposób niedostępny? Dlaczego powody, dla których jedna kobieta rezygnuje z relacji z żonatym, chroniąc siebie, nie są Twoimi powodami? Czy nie po części dlatego, że nie dostrzegasz zagrożenia? A może to co jest dla kogoś zagrożeniem, dla Ciebie stanowi wyzwanie? Może miejsce pogardy dla zdradzającego żonę zastąpiła empatia i współczucie? Jakkolwiek się poczułaś, oznacza to, że wcześniej wygenerowałaś określone myśli. To, w jaki sposób zinterpretowałaś relację z żonatym męzczyzną, jego intencje i swoją rolę w tym układzie, musiało być w jakiś sposób pozytywne, ponieważ powstała w Tobie emocja. Było to uczucie do tego mężczyzny, skłaniające Cię do podtrzymania łączącej was relacji. Jakie to myśli? Jakie budzą emocje? Przeanalizowałam setki historii kobiet w sytuacji podobnej do Twojej. Mam za sobą dziesiątki przeczytanych w internecie postów, zagranicznych książek i fachowej literatury. Dlatego w kolejnym artykule podzielę się z Tobą wynikami swoich odkryć. Dowiesz się, w jaki sposób myśli kobieta zauroczona mężczyzną żonatym, co czuje w odpowiedzi na te myśli i do jakich działań/efektów ją to prowadzi. Dlaczego wiele kobiet juz na starcie nie decyduje się na związek z żonatym? Czym różni sie myślenie kobiety o innym wzorcu bliskości od Twojego myślenia? I wreszcie, czym różni się jej samopoczucie a nawet całe życie? O tym następnym razem. Zapraszam.

Agnieszka, Twój life coach.

Gdy romans z żonatym boli. O tym, jak emocje próbują się z nami skomunikować. Ćwiczenie mentane.

” Pięć lat czekam ….tylko na co?
Długo by mówić dlaczego trwam w tej relacji, która mnie niszczy.
Mam nadzieję, że znajdę odpowiedź i zrozumiem, że to nie jest miłość i będę wolna….

Taki komentarz zamieściła jedna z czytelniczek bloga, kobieta kochająca mężczyznę żonatego już od pięciu lat. Nazywa tę relację niszczącą, porównuje do stanu zniewolenia. W zadanym pytaniu poddaje w wątpliwość sens swojego dalszego oczekiwania, nadziei na zmianę. Jak się z tym czuje? Czy to mieszanka zawodu i bólu? Wyraz bezradności? Bezsilność? Rezygnacja? Powstrzymany gniew? Czy przejmujący smutek? Czym jest uczucie do żonatego, które doprowadza do destrukcji?

Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie zapraszam Cię do pewnego ćwiczenia mentalnego. Kiedy intuicyjnie myślimy o miłości, może pojawić się szereg skojarzeń. Spróbuj proszę teraz je nazwać, opisać, nadać im kształt, jak malarz, który bierze do ręki paletę farb.Czy barwy są ciepłe czy zimne? Jasne czy ciemne? Świetliste czy matowe? Jakimi kolorami namalujesz miłość, taką głęboką, prawdziwą miłość, która porusza Twoje serce? Gdybyś potrafiła uchwycić na płótnie sens swojej upragnionej miłości, takiej za którą tęsknisz, jak wyglądałby obraz? Jakie uczucia budził?

Następnie pomyśl o wszystkim, co zdarza Ci się czuć w relacji z mężczyzną żonatym. Namaluj kolejny obraz. Użyj odpowiednich kolorów, oddających najtrafniej gamę Twoich emocji. Staraj się zastosować właściwe proporcje. Płótno obrazu to całe Twoje życie przy nim, także chwile gdy nie jesteście razem. To przestrzeń dla wszystkich Twoich przeżywanych stanów emocjonalnych, którą musisz zapełnić ruchami pędzla w taki sposób, aby powstało najwierniejsze odbicie Twoich skrywanych uczuć.

Kiedy oba obrazy są już gotowe, zestaw je w wyobraźni. Poczuj się jak mała dziewczynka szukająca różnic na dwóch ilustracjach. Jeśli pierwszy namalowany obraz to esencja miłości, Twoje pragnienie i dążenie, to czym jest obraz drugi? Na czym polegają różnice? Czego jest więcej, a czego mniej? Dlaczego? Jakie odczucia stanowią tę różnicę? Który obraz budzi więcej pozytywnych emocji? Przy którym sie uśmiechasz i promieniejesz a który przeciwnie, napawa Cię smutkiem? Bądź ze sobą absolutnie szczera. Staraj się dotrzeć do najgłębszego miejsca w swoim sercu i psychice, skomunikować się ze swoim prawdziwym „ja”. Co próbuje Ci powiedzieć Twoje wnętrze? Czy wiesz, co ono chce Ci przekazać? W jaki sposób to robi?

Pomyśl o fizycznym bólu. Wyobraź sobie, że przekręcasz klucz w zaciętym zamku. Nagle czujesz opór. Dociskanie klucza powoduje ból. Co by się stało, gdybyś zignorowała płynący do Twojej świadomości sygnał bólowy? Prawdodobnie wyrządziłabyś sobie krzywdę, doznała kontuzji bądź zranienia. Właśnie w taki sposób życie płynące w Tobie domaga się ochrony. Komunikuje się z Tobą poprzez ból. To uczucie skłania Cię do podjęcia stosownego działania dla zaspokojenia jakiejś istotnej dla Ciebie potrzeby. Kiedy instynktownie cofasz się przed doznawaniem bólu, postępujesz racjonalnie, chronisz siebie.

Podobnie jest z odczuwaniem bólu emocjonalnego. Stanowi on informację o tym, że jakaś ważna dla Ciebie, z punktu widzenia zdrowia psychicznego, potrzeba nie jest zaspokojona. Smutek, ból, cierpienie – za każdą z tych emocji kryje się jakaś niespełniona, ale konieczna potrzeba. Twoja psychika wysyła Ci sygnały podobnie jak organizm komunikuje się z Tobą poprzez fizyczny ból.

O czym informuje Cię to, co czujesz w relacji z mężczyzną żonatym? Co Twoje emocje usilnie pragną Ci przekazać i do jakiego działania są wezwaniem?

Twoja psychika to symboliczny organizm, który dąży do podtrzymania życia. Jeśli fizyczne ciało otrzymuje sygnały np.o spadku temperatury, głodzie czy pragnieniu to znaczy, że życie w Tobie domaga się opieki, przetrwania i wsparcia.

O co prosi Cię dziś Twoja psychika, Twój wewnętrzny głos? Co postanawiasz z tym zrobić? Jaki wykonasz pierwszy krok aby wesprzeć swoje istnienie w wymiarze emocjonalnym? I kiedy to zrobisz?

Jeśli zechcesz, podziel się swoim małym sukcesem w komentarzu pod tym wpisem. W następnych artykułach mam dla Ciebie kolejną dawkę ćwiczeń i wiedzy. Bardzo mi zależy na tym, abyś była dla siebie dobra, abyś wspierała w sobie życie, które wyposażyło Cię w instynkt samozachowawczy. Słuchaj tego głosu, podażaj za nim, ten głos Cię chroni, zaufaj mu.

Miłość do żonatego – emocjonalne spaghetti.

Wydaje się, że miłości nie trzeba definiować. To jest ta emocja, która sprawia, że zakochana kobieta decyduje się na relację z żonatym mężczyzną, latami czekając na to, że on wreszcie uporządkuje swoje sprawy i objawi ją całemu światu jako swoją pełnoprawną partnerkę. Gdyby nie pojawiło się uczucie, nie byłoby żadnych oczekiwań, nadziei i całej tej huśtawiki emocjonalnej, której doświadcza się w trójkątnych uwikłaniach. Ponieważ jednak uczucie jest, relanie odczuwane, wraz z gamą pozostałych, przenikających Cię do szpiku emocji, pojawia się też pewnego rodzaju dysonans. Miłość wraz z jej rozwojem domaga się wyłączności. Pojawiają się jakies obietnice, deklaracje, półsłowa, z których starasz się poskładać jakąś klarowną wizję Was razem w niedalekiej przyszłości. Cierpliwie czekasz, ale sprawy nie wydają się iśc do przodu. Zaczynasz niekiedy wątpić w prawdziwość deklarowanych Ci uczuć. Docierają do Ciebie sprzeczne sygnały. Z jednej strony wydaje Ci się, że tworzycie jako para idealny tandem, czujecie się związani emocjanalnie, fizycznie i psychicznie, z drugiej strony brakuje konkretnej decyzji tego mężczyzny lub Was obojga co do stopnia dalszego zaangażowania i kolejnych kroków. Czy kryje się w tym jakaś niezgodność? Czy Twoja miłość usprawiedliwia czekanie? I czy uczucie, jakim on darzy Ciebie jest prawdziwą miłością? A co z uczuciami do żony? Co sprawia, że mężczyzna żonaty, który twierdzi, że nie kocha swojej partnerki, nadal z nia pozostaje, odwlekając w czasie decyzję o związaniu się z Tobą na dobre i na złe?

Jak wspomniałam na początku, wszystkim nam wydaje się, że miłość nie wymaga definicji. Sądzimy, że jesteśmy ekspertami w tej dziedzinie, kochamy przecież partnera, czujemy, jak ta emocja nas przenika i kieruje naszymi decyzjami. To miłość sprawia, że trwasz u boku mężczyzny, który wciąż nie potrafi się zdecydować. Starasz się zrozumieć jego blokady, okazywać mu wsparcie i jesteś cały czas obecna w jego życiu, z zaangażowaniem, troską i poświęceniem wywiązując się ze swojej drugoplanowej roli. Wierzysz głęboko, że Twoje uczucie jest odwzajemnione, nie rozumiesz jednak, dlaczego sprawy nie nabierają tempa, dlaczego wciąż tkwicie w tym samym punkcie.

Jeśli rozłożymy tę intuicyjnie pojmowaną miłośc na atomy Twoje wątpliwości uzyskają nową perspektywę. Jest to spojrzenie, które osobiście pomogło mi w życiu, ponieważ zaoszczędziło mój czas i pozwoliło mi na trzeźwą ocenę sytuacji. Sądzę, że jednym z najtrudniejszych problemów, z jakimi boryka się kobieta kochająca żonatego mężczyznę, jest ogromna dawka sprzecznych sygnałów oraz emocji doświadczanych w tej relacji. Wiele z tych trudnych emocjonalnie sytuacji generuje błędne myślenie o miłości, prowadząc do fałszywych przekonań. Dwa główne to:

  1. Kocham go, więc dla tej miłości poświęcę wszystko (będę np.czekać na jego decyzję tak długo, jak wymaga tego sytuacja, zgodzę się na życie w konspiracji i ukrywanie naszego związku, zrezygnuję z szans na związanie się z innymi partnerami, ponieważ wierzę we wzajemność deklarowanych mi uczuć i pozytywne rozstrzygnięcie, pogodzę się z jego nieobecnością w mim codziennym życiu)
  2. On kocha mnie, więc jestem ważniejsza w jego życiu od żony, oficjalnej partnerki (łączy nas coś trwalszego, prawdziwszego, co zwiększa szanse na bycie razem i jest naturalną konsekwencją łączącego nas uczucia)

Są to przekonania oparte na postrzeganiu miłości jako namiętności i bliskości. Jednak czy te elementy są wystarczające, aby nazywać łączącą Was więź miłością?

Posłużę się przykładem. Wszyscy wiemy, jak wygląda i smakuje spaghetti. Wyobraź sobie, że w reatsuracji kelner serwuje Ci tę potrawę podając na talerzu sam makaron. Czy nie wywołałoby to Twojego zdziwienia? Spaghetti to przynajmniej trzy składniki – mięso, makaron i sos pomidorowy. Dopiero połączenie tych składników sprawia, że otrzymujemy potrawę o tej nazwie i odpowiednich walorach smakowych. Podobnie jest z miłością. Można w niej wyodrębnić określone komponenty, które, w oderwaniu od siebie nie są miłością, a jedynie jej elementem. Koncepcja ta nazywa się trójczynnikową teorią miłości. Jesj autorem jest psycholog, dr. Robert J. Sternberg. Identyfikuje on trzy elementy miłości: namiętnośc, intymność i zaangażowanie. Analiza każdego z tych komponentów byc może otworzy Ci oczy na to, co naprawdę między Wami, parą w układzie trójkątnym, aktualnie się dzieje i jaki to ma wpływ na decyzyjnośc Twojego partnera. Czy ta koncepcja miłości sprzyja Waszej wizji bycia razem? Czy daje nadzieję?

Zapraszam Cię do kolejnego artykułu. Jeśli masz w tej chwili jakieś refleksje o łączącym Was uczuciu, proszę, podziel się nimi w komentarzu pod artykułem.

Serdecznie pozdrawiam.

Agnieszka, life coach.

Podwójne życie żonatego oraz sprzeczne sygnały.

Pilot ginie w katastrofie lotniczej. Zrozpaczona żona próbuje dociec przyczyn katastrofy. Ślady prowadzą do Irlandii. Na miejscu kobieta odkrywa, że jej mąż prowadził podwójne życie. Puka do drzwi pewnej kobiety. Jest ona dużo młodsza, ma córeczkę. W domu widnieją ślubne fotografie małżonków . Zszokowana kobieta zdaje sobie sprawę, że znajduje się w domu drugiej rodziny swojego męża. Na jaw wychodzą też inne fakty. Irlandzka żona okazuje się znać wiele szczegółów z życia pilota, o których jego amerykańska partnerka nie miała pojęcia.

To fabuła filmu ” Żona pilota ” z 2002 r. Jednak czy takie historie to tylko tanie kinowe opowieści, wyraz wybujałej wyobraźni scenarzysty i reżysera? Niekoniecznie. Wiele lat temu, kiedy zaczęła się moja przygoda z rozwojem osobistym, poznałam na jednym ze szkoleń psychologicznych w Krakowie pewną kobietę. Wspomniany film przypomniał mi jej historię. Kobieta po kilku latach udanego, jak sądziła, małżeństwa, ze zdumieniem odkryła, że jej mąż zamiast przebywać na deklarowanych delegacjach służbowych, od dawna jest partnerem innej kobiety. Opuszcza dom po to, by zamieszkać z tą drugą przez tydzień na drugim krańcu Polski, po czym wraca i cykl się powtarza. Obie panie nie wiedziały o sobie, obie sądziły, że są tymi jedynymi, obie urodziły temu mężczyźnie dziecko. Ten proceder udawało się ukrywać przez lata, lecz pewnego dnia przez przypadek, gdy mężczyzna znalazł się w szpitalu, prawda wyszła na jaw.

Takie sytuacje rodzą pytania o naturę miłości. Kogo kocha mężczyzna prowadzący podwójne życie? Czy jest możliwe, aby kochać dwie kobiety jednocześnie? W klasycznym romansie sytuacja jest trochę bardziej czytelna. Mężczyzna żonaty zazwyczaj mieszka ze swoją rodziną, deklarując brak uczuć do żony, z którą, wedle jego relacji, znajduje się w fazie kompletnego wypalenia lub gębokiego kryzysu. Meżczyzna mówi, i być może na swój sposób czuje, że większymi uczuciami darzy kochankę. Ta często dostrzega też przejawy jego przywiązania, rejestruje istniejącą między nimi bliskość emocjonalną, więź intelektualną, wspólne zainteresowania, sposób patrzenia na świat. Dodajmy do tego wzajemną chemię, namiętność, udany seks. Często kobieta uwikłana w tego typu relację zdaje się znajdować w danym mężczyźnie wszystko, czego potrzebuje od partnera na poziomie emocji, namiętności i podobieństwa mentalnego. Pojawia się silna więź, zaangażowanie oraz chęć związania się z tym meżczyzną na stałe. Kobieta czesto odkrywa, że mężczyzna nie potrafi podjąć żadnej konstruktywnej decyzji. Jeśli on deklaruje uczucia, jego wahanie wydaje się być niezrozumiałe i frustrujące. W takich momentach pojawia się reflekcja na temat siły i szczerości jego uczuć. Czy gdyby naprawdę kochał, to czy to uczucie nie skłoniłoby go do podjęcia stosownych kroków i poukładania swojego życia?

Często w tej reflekcji pojawia się u kobiety-kochanki dysonans. Jesli jesteś w takiej sytuacji, czujesz się mocno zdezorientowana. To, co obserwujesz, mam na myśli sposób, w jaki mężczyzna okazuje Ci uczucia, stoi w sprzeczności z tym, na co on nie potrafi się wciąż zdobyć (rozwód z niekochaną żoną i związanie z Tobą). Dlaczego tak się dzieje? Czy mężczyzna okazujący Ci uczucia przywiązania, dzielący z Tobą emocjonalną, mentalną i fizyczną bliskość może kłamać? Czy nadinterpretujesz znaki, które on Ci wysyła? W klejnym artykule zdradzę Ci jeden z powodów, dla których docierają do Ciebie sprzeczne sygnały. Ponadto, zrozumiesz naturę uczucia, które jest aktualnie między Wami. Jak wspomniałam w poprzednim artykule, prawdziwa miłość jest warta starań, wyrzeczeń i oczekiwań. Zapewne w taki sposób racjonalizujesz stan oczekiwania na jego zmianę. Usprawiedliwiasz do pewnego stopnia powolny rozwój wypadków w imię poświęcenia podyktowanego uczuciem miłości do tego mężczyzny. Ale kogo on naprawdę kocha? Czy to, co czujesz do niego to miłość warta wyrzeczeń?

Na jakie wyrzeczenia już się zdobyłaś w imię miłości do mężczyzny żonatego? Co poświęciłaś? Jak długo już czekasz? Zapraszam do dyskusji. Mam nadzieję, że podzielisz się ze mną swoją historią.

Pozdrawiam.

Agnieszka – life coach.

Czego baśnie nauczyły Cię o miłości do żonatego?

Kiedy byłam małą dziewczynką uwielbiałam oglądać bajki na projektorze. Był to pokaz slajdów z czarnej taśmy zawijanej na rolkę. Te wieczorne seanse napawały mnie eksyctacją. Jako dziecko chłonęłam każdy szczegół tej bajkowej scenerii, która zdawała się ożywać na tle białej ściany mojego pokoju. Pamiętam na przykład opowieść o księciu, który w przebraniu świniopasa testował kandydatki na przyszłą żonę. Książę nie chciał, aby o uczuciu do niego decydował jego status, udawał więc prostego wieśniaka. Dopiero upewniwszy się o szczerych intencjach dziewczyny i jej bezinteresownym uczuciu ujawnił swą tożsamość. Przypominam też sobie historię księcia zamienionego w żabę, którego wszystkie książęce atrybuty przywracał pocałunek kochającej kobiety. Była także historia księżniczki ukłutej wrzecionem i uśpionej na sto lat w oczekiwaniu na nadejście wybawiciela, który swoją miłością tchnie w nią życie. A potem, jak to w baśniach, żyli długo i szczęśliwie.

Motywem przewodnim baśni i telenoweli jest miłość. Ale nie taka zwyczajna, spokojna miłość, pełna ciepła i równowagi. Ta miłość jest inna – dramatyczna. Pełna nagłych zwrotów akcji, intryg, emocjonalnej sinusoidy. Wmieszany w nią strach, wstręt, zaskoczenie, smutek i radość oraz złość ( są to emocje podstawowe ), uczyniły z niej uzależniającą używkę, wciągającą dla widza i tragiczną dla bohatera. W naszej zbiorowej świadomości powstał też jeden z mitów głównych na temat miłości, mit zaszczepiony nam kobietom podprogowo już w okresie dzieciństwa, we wspomnianych baśniach czy telenowelach. Ten mit sprowadza miłość do partnera do roli poświęcenia. Nieważne, co Twój partner zrobi, jak odrażającą wykaże się fizjonomią, jak prostackim zachowaniem. Jeśli kochasz prawdziwie, zniesiesz wszystko. Będziesz też potulnie czekać na niego jak na swojego wybawcę, ponieważ Twoja bezwarunkowa miłość z czasem zapracuje na zasłużoną nagrodę. Jest nią mężczyzna, z całym jego dobytkiem, prestiżem, opieką i bezpieczeństwem, jakie nad Tobą roztoczy.

” Bądź cierpliwa, bezwarunkowo kochaj i czekaj, a przyjdzie nagroda” to wspólny mianownik wspomnianych baśni. Jeśli będziesz ze sobą wystarczająco szczera, przekonasz się, że to niestety także motyw Twojego życia, który odwatrzasz jak bajkowy scenariusz w oczekiwaniu na nadejście lepszego życia i zmiany. Twój książę w postaci żaby, świniopasa lub Szreka pod wpływem Twojej miłości, oddania, herozimu wkrótce zmieni się w kochającego księcia i uczyni Cię damą na bankiecie swojego życia. Tego właśnie oczekujesz. To z tego powodu znosisz wszystkie niedogodności związane z życiem w trójkącie. Oczekujesz NAGRODY w imię miłości, bo nauczono Cię, że prawdziwa miłość jest godna poświęcenia i jest heroicznym aktem bezwarunkowego oddania.

Motywem pozostania w relacji, która obok pięknych chwil dostarcza Ci również uzależniającej mieszanki innych, niekoniecznie pożądanych emocji, jest miłość. ” Ja go kocham” – to najczęścciej słyszany przeze mnie, coacha, argument. Są to słowa wypowiadane z nabożną czcią, jakby chodziło o wielbienie boga, o jakąs religijną konotację. Jest w tym mieszanka poczucia winy, chęci odkupienia i bycia wybawionym. Jakby miłośc była pokutą, która, odmówiona różańcem i na kolanach, z pokorą, daje szansę na życie wieczne w raju. Z nim, u jego boku. Przy Panu Wybawcy. Kiedy on nadejdzie, pokonawszy piętrzące się przed nim trudności ( do zamku prowadzi kręta droga porośnięta ciernistymi krzewami ), obudzi swoją Panią namiętnym pocałunkiem. Lecz jeszcze nie teraz. Upłynąc musi sto lat… Więc bądź cierpliwa, kochaj i czekaj. Nagroda jest już blisko.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ pora się rozprawić z mitem miłości bezwarunkowej. Zdrowe koncepcje miłości nie mówią o poświęceniu kosztem siebie ani o konieczności usprawiedliwiania wszystkiego, na co decyduje się mężczyzna. Tak, miłość jest warta starań, napraw i dawanych szans, ale tylko miłość prawdziwa, dojrzała i pełna. Jeśli uważasz, że Twój związek z żonatym/zajętym mężczyzną spełnia te kryteria, proszę, sprawdź to koniecznie w następnych artykułach, w których będę pisać o trójczynnikowej koncepcji miłości według Dr. Roberta Sternberga. Znajdziesz tam coś, co sprawi, że zobaczysz Wasz związek w nieco innym świetle. Być może powód, dla którego trwasz w tej relacji, w ogóle nie istnieje, jakkolwiek przewrotnie brzmią te słowa.

Czym jest miłość dojrzała? Jak ją rozpoznać? O tym w już wkrótce na blogu.

To dlatego trwasz w relacji z żonatym! Przekonaj się, czy to potężne narzędzie wywierania wpływu miesza Ci w głowie.

Jeśli przeczytałaś mój poprzedni artykuł o danych statystycznych na temat Twojej szansy na to, że żonaty facet odejdzie od żony i zwiąże się z Tobą ( http://kochamtwojegomeza.pl/tylu-mezczyzn-odchodzi-od-zony-do-swojej-kochanki-jakie-masz-szanse-nie-wiedzialas-sprawdz/ ), a jednocześnie ulegasz pewnemu mechanizmowi, który zaraz Ci przedstawię, szanse na to, że zupełnie zignorowałaś wspomniane liczby, są ogromne. Doskonale rozumiem, co Tobą kieruje i co powoduje, że tamta informacja nie wpływa na Twoją ocenę sytuacji. Pisząc poprzedni artykuł zdawałam sobie z tego w pełni sprawę. Miałam nawet wątpliwości, czy zamieszczać jakiekolwiek statystyki. Kobietę, która kocha mężczyznę, nie obchodzą liczby. Mogłabym równie dobrze podać Ci inne wartości procentowe, dużo niższe, np. mogłaby to być liczba zaczynająca się od zera z rzędem kolejnych zer po przecinku, których policzenie zniecierpliwiłoby Cię zanim dotrwałabyś do końca tej listy. To mogłaby być szansa jak 1: 13983816. To nieważne. Zresztą, zapamiętaj tę liczbę. Nie jest przypadkowa, będą ją jeszcze cytować. Ważne jest to, co Ty wiesz, i co najlepiej można ująć w następujących słowach : porażka trafia się innym, nie Tobie. Ty nie ponosisz ryzyka, Ty masz szansę. Wiesz, że będziecie razem, i czujesz, że to sytuacja wyjątkowa. On jest wyjątkowym mężczyzną, Wasze uczucie jest silne. I nie, ja nie jestem jedną z tych osób, które ignorują to, co naprawdę czujesz. Wiem, jak zniechęcona i sfrustrowana może być kobieta, której powtarza się, że to, co ona identyfikuje jako realny stan emocjonalny, to iluzja albo domek z kart. Prawdopodobnie czujesz złość, kiedy zaprzecza się Twoim uczuciom. To dlatego przestałaś czytać artykuły w internecie na temat związków z facetami żonatymi. One zdawały się kwestionować prawdziwość tego, co Was łączy. Rzeczywistość, którą czujesz i obserwujesz w Waszej relacji, jest czymś, co naprawdę się dzieje i czego doświadczasz. Nie dziwię Ci się, że źle reagujesz na próby udowodnienia Ci, że mylisz się co do wszystkiego, co czujesz. Więc skończmy z tym. Jesteś tu na moim blogu moim gościem, i chcę byś skorzystała z tego przywileju. Masz czuć się dobrze. Podstawą Twojego komfortu jest niezaprzeczanie Twoim uczuciom i szanowanie Ciebie jako osoby, której serce czuje to, co czuje.

Zdradzę Ci teraz pewien sekret – przyczynę dla której nikomu dotąd nie udało się skutecznie Ci pomóc. Oglądałaś może film z Willem Smithem pt. „Ukryte piękno”? ( możesz go zobaczyć tutaj  https://zalukaj.com/zalukaj-film/26183/ukryte_pi_kno_collateral_beauty_2016_.html  ). Opowiada on historię Howarda, człowieka sukcesu, niezwykle inteligentnego i błyskotliwego, robiącego karierę w branży reklamowej w Nowym Jorku. Nagle jego świat się rozpada, dotyka go osobista tragedia. Popada w depresję, apatię, nie wychodzi z domu, z nikim nie rozmawia. Daje upust swoim trudnym emocjom pisząc listy do wyimaginowanych osób. Zadaje im pytania o sens życia, cierpienia i straty. Jego przyjaciele, którzy bardzo go kochają i martwią się jego stanem, pragną mu pomóc. Wpadają więc na pewien niekonwencjonalny pomysł. Zatrudniają grupę aktorów, którzy wcielają się w role postaci z listów pisanych przez Howarda. Postanawiają UZNAĆ realność przeżywanych przez niego emocji i stanów. Całkowicie wchodzą w jego świat, widząc w tym jedyną szansę na nawiązanie z nim dialogu.

Właśnie w tym rzecz. W umiejętności akceptacji czyjejś rzeczywistości, uszanowania jej i nawiązania sensownego porozumienia. Myślę, że żadna z osób, które Ci radziły, żaden z artykułów, które dotąd czytałaś – żadne z tych źródeł nie przyjęły dotąd Twojej perspektywy. Czułaś, że to, o czym słuchasz i czytasz w konfrontacji z tym, co naprawdę jest, co faktycznie się dzieje między Tobą a nim, to dwa światy. Przede wszystkim, ignorowano wartość tego, że kochasz tego mężczyznę. I to ten argument wydał Ci się kluczowy, sprawił, że zrezygnowałaś z pomocy. Bardzo dobrze Cię rozumiem. Wyobraź sobie człowieka, który tak jak wspomniany Howard, cierpi na depresję. Jeśli formą pocieszenia będzie „Nie jest wcale tak źle! (zaprzeczenie uczuciom!), „Weź się w garść!” (żądanie emocjonalnie niewykonalne w tej sytuacji), przestań narzekać (próba wzbudzenia poczucia winy), życie jest piękne (cudza perspektywa) – to jest oczywiste, że taka pomoc zakończy się fiaskiem. Nie ma bowiem wspólnego mianownika Nie ma poczucia zrozumienia. Nie ma poważnego traktowania czyjegoś problemu. Nie ma w ogóle uznania, że osoba ma jakiś problem. Jest tylko lista ocen, żądań i oczekiwań.

Mam jednak dla Ciebie dobrą wiadomość. Jesteś w miejscu, w którym Twoje uczucia traktowane są poważnie. Przyjmuję w pełni Twoją rzeczywistość taką, jak ją postrzegasz. Posiadam tę umiejętność i identyfikuję się z tym, czego doświadczasz. Wiem, że liczby Cię nie przekonują, że przytaczanie danych liczbowych NIE JEST metodą dotarcia do Twojego świata. Ty jesteś i będziesz nadal w relacji z żonatym facetem, nieważne jak wstrząsające statystyki przytaczam. Powodem, dla którego ta relacja tak silnie Cie trzyma, jest fakt, że WIERZYSZ. To Twój upór, determinacja, to przekonanie, że warto czekać na szczęśliwe zakończenie. To ta wiara napędza Cię do określonych zachowań i postaw.

Pragnę Cię uspokoić. To nic dziwnego czy nienormalnego. Poświęciłam ostatnie lata na studiowaniu i próbie zrozumienia natury emocji i wiem dokładnie jak to działa. Zasada jest prosta i proszę, zapamiętaj ją. To Twoje myśli indukują emocje. Wyobrażasz sobie szczęśliwy i wyczekiwany happy end w Waszej relacji i myślisz o Was jak o przyszłej rodzinie. Te wyobrażenia składają się na wizję, która bardzo mocno Cie trzyma i bardzo silnie na Ciebie działa. Wiem, co mówię, bo skończyłam studia coachingowe, na których doświadczałam osobiście czym jest stan wejścia w wizję, uczono mnie jak wykorzystywać to narzędzie w pracy coachingowej i dlaczego jest tak diabelnie skuteczne. Jeśli mamy jakieś cele, pragnienia czy niezaspokojone potrzeby, to wyobrażanie sobie stanu, w którym osiągamy spełnienie pociąga za sobą podobne reakcje psychosomatyczne jak gdybyśmy realnie tego doświadczali. Odkąd istnieje możliwość obrazowania mózgu za pomocą rezonansu, prowadzone badania niezbicie dowodzą, że wyobrażenie sobie np. gry w tenisa przez osobę niepełnosprawną aktywuje te same rejony w mózgu oraz wywołuje identyczny stan pobudzenia, jak w przypadku osoby naprawdę uprawiającej w danej chwili ten sport!

Wyobraźnia to miejsce, w którym jest nam dobrze, rozwiązują się nasze problemy, a wszystkie potrzeby są zaspokojone. Nie tylko o tym myślimy, ale wprost to CZUJEMY. Pobudzenie do działania nie jest czymś, co wynika z naszej wiedzy, danych liczbowych oraz informacji. To EMOCJE nas skłaniają do zrobienia czegoś. Kiedy sobie coś wyobrażasz, Twój umysł przechodzi w stan pełnej relaksacji, fale mózgowe osiągają stan alfa. Towarzyszy Ci poczucie mocy i sprawczości. Widzisz Was razem. Budzicie się codziennie koło siebie. Pijecie kawę o poranku. Zawozicie Wasze dzieci do szkoły. Planujecie wspólne wakacje. On jest wreszcie Twój, tylko Twój przed całym światem!

Z tak miłej wizji, która wywołuje emocje, uwalnia endorfiny w mózgu, realnie oddziałuje na procesy myślowe i aktywizuje określone obszary odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności nie jest łatwo wyjść. Odrywasz się od tych wyobrażeń bardzo niechętnie. Czujesz się dobrze, pozostając w tej wizji jak najdłużej, dlatego notorycznie kręcisz w swojej głowie film o Was. To wywołuje emocje, i zaczynasz się domagać, żeby odczuwany przez Ciebie stan stał się nie tylko miłą odskocznią snutą w wyobraźni, chcesz, aby stała się częścią Twojej rzeczywistości. To nic dziwnego, wszyscy dążymy instynktownie do osiągnięcia stanu przyjemności. Im częściej sobie wyobrażamy i doświadczamy moment zaspokojenia potrzeb tym silnej zdajemy się być zmotywowani do tego, by w realnym życiu osiągać ten wymarzony stan.

Z wizji nie tylko trudno się wychodzi, jak z każdej innej strefy komfortu, ale też wzbudzone nią emocje skłaniają Cię do podejmowania określonych działań. To w tym tkwi siła wizji i siła napędowa Twojego uporu pozostawania w relacji z żonatym mężczyzną. Są to emocje – paliwo Twoich zachowań. Zaczynasz dążyć do realizacji swojej wizji,bo jest dla Ciebie miła, a Ty chcesz jak najdłużej pozostać w jej komforcie. Nie możesz jednak marzyć cały czas. On, żonaty facet, nawet jeśli nie wspomina o partnerce, nie jest dla Ciebie w pełni dostępny. Jeśli zrywa się od Ciebie szybko po pracy, jeśli nie może odebrać telefonu w określonych porach, jeśli nie możecie się widywać tak często i swobodnie, jak byś tego chciała, zaczynasz przeżywać dysonans. Zauważasz, że w Twojej realnej rzeczywistości nie jest tak miło jak w snutej wizji. Przeżywasz więc niepokój i lęk o utratę tego, co dostarcza Ci przyjemnych przeżyć. To dlatego wizja jest tak potężnym narzędziem wpływu. Dla ochrony czegoś, co dostarcza Ci emocjonalnego powera, będziesz w stanie znieść bardzo wiele i walczyć o to jak lwica. Być może pojawia się z Twojej strony presja, by Twój partner się określił, a Ty zaczynasz podejmować coraz więcej starań, by Ci zaufał, żeby zrozumiał, że to Ty jesteś dla niego tym najlepszym wyborem. Nieważne jakie podejmujesz wysiłki. Chcę Ci wytłumaczyć, że wizja i emocje są tym, co Cię napędza, co wzmaga Twoje zaangażowanie i co Cię uzależnia. Najważniejszym komponentem tego uzależnienia jest zaangażowanie i czas. Im przyjemniejsza wizja, tym intensywniejsze emocje. Im silniejsze emocje, tym więcej impulsu do działania. Im więcej podjętych działań w dłuższym czasie, tym mniejsza skłonność do wycofania, bo już jesteś zaangażowana i szkoda Ci czasu, który straciłaś na podjęcie działań. Czujesz coraz większa frustrację, więc częściej oddajesz się wizji o Was razem, aby zredukować napięcie. A to Cię popycha do kolejnych działań i błędne koło się zamyka.

Co powoduje, że ten kołowrotek się kręci, a Ty razem z nim? To Twoja WIARA i emocje. Czujesz i wierzysz, że Twoje szanse powodzenia w tej relacji są dużo większe niż głupie statystyki. Wspomniane 4,6 % szansy to liczba, której Twoja emocjonalność absolutnie nie przetwarza. Ignorujesz tę informację, ponieważ emocje związane z żonatym mężczyzną są dużo poważniej wiążące i mają o wiele większą siłę oddziaływania niż argumenty logiczne. Jeśli czegoś bardzo pragniemy, to wizja osiągnięcia tego celu determinuje nas. To samo dotyczy graczy w Lotto – zapewne znasz wielu ludzi którzy regularnie skreślają kupony w tej grze. Czy wiesz, jakie jest prawdopodobieństwo skreślenia szóstki? To, uwaga, wspomniana przeze mnie na początku liczba, określająca szansę jak 1 : 13 983 816! To dokładnie 0, 0000072 %. Ale czy ta wiedza powstrzymuje miliony Polaków przed inwestycją w kupon? Absolutnie nie! Jeśli zapytałabyś kogokolwiek, dlaczego skreśla kupon Lotto podczas gdy pośród milionów grających jest najczęściej jeden lub kilku wygranych, każdy odpowie Ci, że robi to, bo wierzy i ma nadzieję, że to on będzie tym szczęśliwcem. Gdyby bowiem nie wierzył w happy end, gdyby ocenił swoją szansę na zerową, co uzasadniałoby inwestycję jego czasu, pieniędzy i nadziei?

Podobnie jest z Tobą. Ufasz, że będzie dobrze. To Twój motywator i powód pozostania w tej relacji. Moim celem jest jednak Twoje dobro. Chcę, byś czuła się szczęśliwa bez ponoszenia zbyt dużych nakładów. Jeśli jedyne 4,6 % relacji trójkątnych kończy się sukcesem, zapewne trwasz w takim układzie, bo czujesz i wiesz, że znajdziesz się w tym gronie szczęśliwie wybranych, a Twoja sytuacja jest wyjątkowa. Tak jak grający w Lotto uwierzyli, że aby wygrać,należy grać (czyż to nie jest prawdą?), tak być może Ty masz takie przekonanie, że o prawdziwą miłość należy walczyć i bez próby zmiany Twojej sytuacji (czyli bez Twojego aktywnego działania) nic się nie zmieni. Ale czym jest ta „prawdziwa” miłość, o która walczysz? Uważam, kierując się Twoim najlepiej pojętym dobrem, że jeśli w coś się angażujesz całą sobą, to ważne, aby Twoje wysiłki były tego warte. W kolejnym wpisie przyjrzymy się więc uważnie Waszej miłości. Nie, nie będę zaprzeczać, że kochasz tego mężczyznę, a On Ciebie. Mam jednak pewną informację na temat natury miłości, z której być może nie zdawałaś sobie sprawy. Zapraszam Cię do kolejnego rozdziału Twojej wewnętrznej podróży już wkrótce tutaj, na moim blogu. Będzie to Przystanek Miłość i Sekret MiłościDojrzałej. Będziesz mogła sprawdzić, czy Wasza miłość spełnia to kryterium i czy warto o nią walczyć. Do zobaczenia.

Tylu mężczyzn odchodzi od żony do swojej kochanki. Jakie masz szanse? Nie wiedziałaś? Sprawdź!

 

Nie mam złudzeń. Mój dzisiejszy wpis nie przebuduje Twojego życia w sposób spektakularny. Nie doświadczysz żadnego ” Wow! Od dziś będę szczęśliwa i spełniona, odcinam wszystko grubą kreską.”Mam jednak wielką nadzieję, że ten wpis zapoczątkuje w Tobie proces zmiany, którego pierwszym krokiem będzie głęboka refleksja.

Wiem, że tym, czego oczekujesz, jest natychmiastowa recepta, przepis na to, aby to ktoś zadecydował za Ciebie co w danej sytuacji jest najlepsze i podał Ci to rozwiązanie na talerzu. Wiem, że jedynym rezultatem, jaki w Twoich emocjonalnych kalkulacjach wchodzi aktualnie w rachubę jest sprawienie, by mężczyzna, z którym nawiązałaś romans, odszedł od swojej żony, związał się z Tobą, a Wasz związek stał się jawny przed wszystkimi – jego rodziną, żoną, Twoimi znajomymi i całym otoczeniem. Masz już dość życia w ukryciu i ciągłej niepewności. Poczucie ograniczenia, jakie nieuchronnie wiąże się z tą znajomością, zaczyna Cię mocno uwierać. Jednak, pomimo tych oczywistych niedogodności, nadal w tym trwasz. Wyjaśnię Ci później, w innym  wpisie, dlaczego tak jest, ale zanim to zrobię, pozwól, że zadam Ci pytanie.

Wyobraź sobie, że nosisz się z zamiarem porzucenia swojej etatowej pracy. Posiadasz kwotę potrzebną do uruchomienia nowego biznesu. Jest to 100 tys. złotych. Na ten cel wzięłas kredyt, więc jeśli przedsięwzięcie się nie uda, będziesz musiała się borykać z konsekwencjami. Czy zgodzisz się ze mną, że w tak ryzykownej sytuacji (możesz doświadczyć realnej straty, którą boleśnie odczujesz), bardzo rozsądnym posunięciem byłoby oszacowanie, jakie właściwie masz szanse, że przedsięwzięcie się uda?

A teraz wyobraź sobie, że istnieje pewna instytucja, która w sposób obiektywny i niezależny, opierając się na badaniach specjalistów, prześledziła sytuację na rynku pracy i zebrała dane ilościowe i jakościowe na ten temat. Oszacowała, że z Twoim doświadczeniem, przy obecnej konkurencji, a także przy uwzględnieniu specyfiki branży, prawdopodobieństwo Twojego sukcesu w tym przedsięwzięciu to jedynie 5 %. Czy mając te dane nadal podjęłabyś ryzyko? Innymi słowy: czy wyłożyłabyś te 100 tys.złotych oraz swój nakład pracy, zaangażowania oraz czasu, wiedząc, że masz 95 % pewności odniesienia porażki?

Wróćmy teraz do Twojej sytuacji z żonatym mężczyzną. Niewątpliwie przypomina ona inwestycję. Angażujesz się bowiem w coś, jakieś działanie. Poświęcasz tej znajomości swój cenny czas. Jeśli na dodatek myślisz o dziecku z tym facetem, czas nabiera dla Ciebie jeszcze innego wymiaru (tyka Twój zegar biologiczny!). Jeśli zsumujesz chwile, które poświęciłaś na spotykanie się i myślenie o nim (przyznaj – on to prawie każda Twoja myśl, pierwsza po przebudzeniu i ostatnia przed zaśnięciem), otrzymasz jakieś ogromne liczby wyrażone w minutach, godzinach i dniach, zwłaszcza, jeśli ta relacja ciągnie się od miesięcy lub lat. Dlatego z pełną odpowiedzialnością pozwalam sobie określić Twój poziom zaangażowania jako inwestycję. Są to przecież realne koszty, które ponosisz każdego dnia.

Chciałabym, abyś dobrze zrozumiała moją intencję. Jestem coachem i obowiązuje mnie kodeks etyczny. Cokolwiek próbuję dać Ci do zrozumienia , w tej kalkulacji rozważam całą sytuację wyłącznie z punktu widzenia Twojego dobra. W imię tego dobra proszę Cię teraz, abyś trzymała się faktów. Zastanów się, proszę. Różne rzeczy w życiu są odzyskiwalne, z czym na pewno się zgodzisz. Jeśli nawet ktoś pewnego dnia ukradnie Ci pieniądze, wciąż możesz je zarobić. Jeśli zgubisz torebkę, to albo się znajdzie, albo sobie kupisz nową (to tylko rzecz!). Jesli utopisz gotówkę w niepewnym biznesie, to wciąż jest jakaś szansa, że kiedyś staniesz na nogi, i znam mnóstwo historii osób, którym to się udało. Jednak istnieje taki kapitał i zasób, który nie jest odnawialny. Raz wykorzystany, stracony, nigdy nie podlega zwrotowi. To Twój CZAS, który jest ograniczony dla nas wszystkich. Określona pula godzin, dni, miesięcy i lat. Nie jesteś w stanie niczego do niej dodać ani jej pomnożyć.

Czas, choć absolutnie nie do odzyskania, nie jest jednak jedyną Twoją inwestycją. Angażujesz też w całe przedsięwzięcie swoje emocje. Kochasz, tęsknisz, pragniesz bliskości. Emocje nazywam inwestycją, ponieważ, kolejny raz, podobnie jak w przypadku czasu, jeśli mężczyzna, z którym jesteś w relacji, nie podejmie jakiejś konstruktywnej decyzji o swoim życiu, TY będziesz cierpieć, czyli ponosić stratę (w tym wypadku emocjonalną). Podobnie, gdyby na skutek jego niedecyzyjności doszło do Waszego rozstania, czułabyś ból, tak jak każdy człowiek w sytuacji przeżywania straty. Co więcej, dla Ciebie źródłem bólu jest nie tylko wizja ewentualnego niepowodzenia. Ty prawdopodobnie w pewien sposób cierpisz już TERAZ – przeżywając niepewność co do Waszej przyszłości oraz mając świadomośc, że ten mężczyzna w tej chwili nie jest Twoim pełnoprawnym partnerem. Chcę Ci uswiadomić, że JUŻ ponosisz jakieś koszty – czasowe i emocjonalne. Dlatego nader logiczne i rozsądne oraz w Twoim najlepiej pojętym interesie będzie zastanowienie się jakie masz realne szanse na powodzenie w tej relacji. Chodzi przecież o bardzo realne rzeczy, które poświęcasz w związku z tą znajomością. Tak jak w przykładzie o inwestycji w nowy, kosztowny biznes tak i tutaj coś z siebie dajesz i czegoś chcesz w zamian, bo uczciwie jest dawać i otrzymywać.Ale jakie masz rzeczywiste szanse, że ten mężczyzna poukłada swoje sprawy i zwiąże się z Tobą tak, aby bilans Twojego dawania i otrzymywania był dla Ciebie korzystny, aby w perspektywnie czasowej i emocjonalnej ta relacja Ci się opłaciła?

Przejdźmy zatem do twardych danych.

Lauren Richardson, amerykańska socjolog przez kilka lat prowadziła badania na grupie 55 kobiet w wieku 24 do 65 lat uwikłanych w romans z żonatym mężczyzną. Większośc z tych kobiet odkryła, że ci mężczyźni wcale nie zamierzali odchodzić od swojej żony. Było to dla nich tym bardziej szokujące, że panowie wydawali się być bardzo zaangażowani w nawiązaną relację pozamałżeńską.

Brytyjska socjolog Annette Lawson w książce „Adultery” określiła odsetek mężczyzn porzucających swoją żonę dla kochanki w okolicach 10 %. Z kolei psycholog Jan Halpen w ” Quiet Desperation : The Truth about Successful Men” donosi, że jedynie 3 % relacji trójkątnych zakończyło się odejściem mężczyzny od żony. Co ważne, badanie było oparte na bardzo dużej liczbie respondentów (ponad 4100 osób na kierowniczych stanowiskach, w wieku 27 – 78 lat). Inne badania są jeszcze mniej optymistyczne, sugerując, że tylko 1 % ankietowanych zdecydowało się na ostateczny krok, jakim jest porzucenie żony na rzecz nawiązania nowej, trwałej relacji z kochanką (Nanette Miner, Sandi Terri ” The Affair is Over!”).

Jeśli zsumujemy średnie wyniki wspomnianych badań, otrzymamy, uwaga, 4.6 % szansy, że Twój związek z żonatym mężczyzną zakończy się Twoim sukcesem. Powtórzę jeszcze raz: dokładnie 4,6 % szansy. Innymi słowy: masz 95,4 % pewności, że on nie rozwiedzie się ze swoją żoną i nie zwiąże z Tobą. Co o tym sądzisz? Czy wciąż jesteś w stanie zaryzykować?

Domyślam się, mając już doświadczenie z wieloma kobietami w Twojej sytuacji, że możesz w tej chwili przeżywać pewien dysonans. Twoja racjonalna strona chciałaby powiedzieć NIE, ale strona emocjonalna nie jest w stanie konsekwentnie wycofać się z tej relacji. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego ta relacja tak silnie Cię wiąże, dlaczego jesteś uwikłana? Być może uważasz, że oprócz statystyk liczy się uczucie, a o prawdziwą miłośc należy walczyć, zakładając optymistyczny obrót sytuacji. Ale nie jest to najważniejsza przyczyna, dla której komponent racjonalny nie idzie w parze z Twoim odczuwaniem. Więcej o przyczynach dla których jest Ci trudno zerwać z żonatym mężczyzną, przeczytasz w kolejnym wpisie na blogu. Przedstawię Ci w nim potężne narzędzie wywierania wpływu, któremu nieświadomie ulegasz, będąc w związku trójkątnym. Jeśli masz do mnie jakieś pytania, lub chciałabyś się podzielić swoim osobistym doświadczeniem, proszę, daj znać w komentarzu. Pozdrawiam. Do zobaczenia już wkrótce.

Zrozumieć kochankę. Trzy historie miłosne.


Historia Magdy – 10 lat nadziei.
Marcin był rekinem biznesu. Właśnie stał na podium odbierając swoją nagrodę za wprowadzenie na rynek nowego produktu. Przyjmował gratulacje od całego zespołu, szefów i pracowników. Była to mała sala wypełniona po brzegi, trochę duszna od zapachu szampana i gorąca od świateł reflektorów. Marcin stał dumnie wyprostowany, pozując do zdjęć i trzymając uniesioną statuetkę w górze. To był jego dzień. Dzień sukcesu. Był dziś w centrum uwagi. Wszyscy go uwielbiali i podziwiali. Zwłaszcza Magda, jego asystentka, która darzyła go szczególnym uczuciem już ponad dekadę…

Nadeszła chwila podziękowań. Długą listę nazwisk, stanowisk i funkcji zakończyło jedno dobitne zdanie: „Szczególne podziękowania należą się mojej żonie Edycie”. Magda poczuła dotkliwe ukłucie w sercu. Zazdrość. To ona powinna stać tam, na podium, trzymając go teraz za rękę. Po 10 latach romansu z Marcinem czuła się, jakby była częścią tej rodziny. Wiedziała o nich wszystko – od ich sukcesów po porażki, znała ich problemy z dziećmi,plany na wakacje, wybrane kolory ściany do pokojów dziecięcych, chwile gorsze i lepsze.

Uczestnicy gali podnieśli się nagle w odpowiedzi na zachętę do kolejnego aplauzu. Magda również to zrobiła, ale towarzyszyły jej mieszane uczucia. Edyta, która była zawsze dla niej miła, prawdopodobnie nic nie wiedziała o tym romansie. Ale Edyta nie wiedziała też o tym, w co Marcin pozwoli wierzyć Magdzie: że odejdzie od Edyty jak tylko dzieci pójdą na studia. Dlatego Magdzie było bardzo trudno przyglądać się Marcinowi obejmującemu na podium żonę. To przecież ona – Magda- jest tą , której on się zwierza, która zna wszystkie jego porażki i sukcesy, to ona wspiera go psychicznie w gorszych okresach, aby nie zabrakło mu sił i determinacji do tego by znalazł się w miejscu, w którym jest dziś. To ona zapracowała na jego sukces. I nie- nie chodzi tylko o sprawy zawodowe czy namiętny seks. Magda postrzega siebie jako bratnią duszę Marcina. Łączą ich wspólne zainteresowania, pasja do pracy, ambicja, styl życia i światopogląd. Mogą rozmawiać ze sobą godzinami. Rozumieją się przecież bez słów. Mają ze sobą więź- tak silną, że Magda sądzi,że kradzione godziny, jakie spędzają ze sobą po pracy, są tego warte. Chodzi przecież o wizję niedługiego już wspólnego małżeństwa, domu, rodziny i dzieci. Magda zastanawia się jednak, w chwilach takich jak ta – „Czy on NAPRAWDĘ zostawi ją dla mnie?”
Historia Anety. Internetowa znajomość.
Aneta właśnie się rozwodziła. Była to tylko formalność, bo z Pawłem nic jej już nie łączyło od dawna. Nie mieszkali ze sobą od roku, termin ostatniej rozprawy wyznaczono za miesiąc. Czuła się więc singielką. Przyjaciółka zachęciła ja do rejestracji na portalu randkowym. I tak Aneta trafiła na Piotra. Zauroczył ją swoimi zdjęciami. Na jednym z nich elegancki mężczyzna koło 40 z figlarnie przerzuconą wokół szyi apaszką, w białej, rozwianej koszuli, stał zwrócony twarzą ku morzu, w kierunku zachodzącego słońca. Był taki elegancki i dostojny, a przy tym bardzo pewny siebie! Aneta właśnie takiego mężczyzny szukała – ambitnego i decyzyjnego, pełnego spokoju i klasy. Miał ciepły, ujmujący głos, pięknie i starannie dobierał słowa. Aneta czuła, że to ktoś na zbliżonym pułapie intelektualnym, a to kryterium było bardzo ważne. Ich pierwsze spotkanie było równie nienaganne jak pierwsze wrażenie. Piotr ujął Anetę swoją elegancją, dbałością o detale, wysoką kulturą osobistą, inteligencją i ciepłem. Po dwóch tygodniach wylądowali w łóżku. Namiętny seks dopełnił całości. Aneta była pewna, że nikt nigdy nie odpowiadał jej tak jak Piotr- w każdym calu. Uwielbiała jego zapach, dotyk, barwę głosu. Uwielbiała z nim rozmawiać, przy nim milczeć, gotować, dyskutować o filmach i pracy. Jednak sielanka nie trwała długo. W końcu powiedział jej, że ma żonę. Ale że to nic nie znaczy, bo „ każde z nich ma swoje życie”. Po początkowym szoku Aneta sobie wykalkulowała, że to całkiem prawdopodobne- mieszkali przecież osobno, on w stolicy, ona na drugim krańcu Polski. A ona? Mogła wpadać do niego kiedy tylko miała ochotę. Nie ukrywali się przecież przed nikim. Czuła się z nim swobodnie. Zostawiała u niego swoje rzeczy, ubrania i kosmetyki, robili wspólnie zakupy, śniadania… Aneta uwierzyła Piotrowi, bo sama była w podobnej sytuacji. Nie mieszkała już z Pawłem, a rozwód był tylko formalnością. Cieszyła się, że spotkała kogoś w podobnej sytuacji życiowej. Nie chciała niczego przyspieszać ani naciskać. Jednak po kilu miesiącach on jej oznajmił, że wyjeżdża na wakacje. Z całą rodziną. To był prawdziwy szok. Oczywiście Aneta wyraziła kategoryczny sprzeciw. Ale on tłumaczył to tak, że wakacje zabukował zanim jeszcze ją poznał. Że wybiera się tam ze względu na dzieci. Córkę przyjęto na prestiżowe studia więc ten wyjazd miał być takim prezentem od Rodziców, małą celebracją, z której nie można się już wycofać, ani ze względu na obietnice złożone dzieciom, ani ze względu na już poniesione koszty.

Aneta zerwała z Piotrem. Ale było już za późno. Kochała go. Był jej kimś bardzo bliskim. Nigdy się przed nikim tak bardzo nie otworzyła. Sądziła, że skoro go kocha- to miłość na wszystko ma nadzieję. Miłość ponosi jakieś ofiary. Miłość walczy do końca. Jest warta wyrzeczeń. Miłość wybacza. Dowodem miłości jest trwanie w niej pomimo wszystko i akceptacja. Wierzyła, że jej miłość go zmieni, przekona, skłoni do podjęcia określonych kroków. Że w końcu Piotr wszystko zrozumie, poukłada. Tylko potrzebuje więcej czasu. Żeby zrozumieć, że to ona jest tą właściwa osobą, która naprawdę go kocha i pragnie jego dobra. To tylko kwestia czasu…Ale ten czas mijał, bezlitośnie mijał…Piotr jeździł na kolejne wakacje z rodziną, a Magda pytała samą siebie: „ Czy on NAPRAWDĘ zostawi ją dla mnie? „
Historia Moniki– smutek na Facebooku
Adam nawet nigdy nie wymienił jej imienia. Monika doskonale je znała, ale nie chciała wyjść na desperatkę, trzymała to w tajemnicy. Nie rozmawiali o niej, stanowiła tabu. Od czasu do czasu, w jakiejś luźnej rozmowie, o pracy, dzieciach, pojawiała się jednak. Używał wobec niej terminologii eleganckiej,choć nieco bezosobowej : „ Moja małżonka” – mawiał. „ Moja małżonka też pracowała w ubezpieczeniach. Wtedy brało się za to niezłe pieniądze” – rzucił raz znienacka nawiązując do rozwijającej się kariery Moniki, aby utwierdzić ją w dokonanym wyborze. Uwaga była na tyle subtelna, aby skutecznie podtrzymać wrażenie, że to Monika tu jest postacią pierwszoplanową, to na temat jej najlepszego interesu toczy się ta rozmowa. On oczywiście z Moniki jest dumny.

Każda taka wzmianka, pojawiająca się gdzieś mimochodem w ich neutralnych konwersacjach w naturalny sposób budziła czujność Moniki. Jakby nagle cały system nerwowy otrzymywał jakiś paraliżujący impuls. Monika zastygała. Miała wrażenie, że jej twarz przybiera natychmiast maskowaty wygląd jak figura woskowa z Madame Tussauds. Z panicznej obawy przed demaskacją, momentalnie zdobywała się na niezgrabny uśmiech, czy też grymas, wysilając się maksymalnie, aby nabrał on beztroskiego wyrazu. Monika w taki sposób podejmowała heroiczną próbę, a by uprawdopodobnić swój obojętny stosunek do jego żony. Ale była to tylko gra pozorów. W czasie samotnych wieczorów, gdy Adam wracał do żony, ona przeglądała Facebooka, studiowała jej zdjęcia, komentarze pod nimi i myślała: „ Kocham twojego męża. Czy on naprawdę zostawi Ciebie dla mnie?”
Jeśli jesteś kochanką, ta drugą powyższe historie są Ci bardzo bliskie. Ty także myślisz „ „ Kocham twojego męża” i pytasz „ Czy on zostawi Ciebie dla mnie?”. Pisząc tego bloga, zabiorę Cię w długą podróż. Na jej końcu będziesz w stanie w pełni klarownie odpowiedzieć sobie na to pytanie, staniesz się osobą świadomą, zdolną do podjęcia konstruktywnych decyzji i wydobycia swojego życia ze stanu zawieszenia. Przygotuj się jednak na ciężką pracę, trudne emocje i mocne konfrontacje. Będzie to podróż po zakamarkach duszy: swojej własnej, Twojego partnera i jego żony. Poznasz trzy różne perspektywy, uzyskasz pełen wgląd w siebie, swoją sytuację i emocje wszystkich uwikłanych osób. Przekażę Ci unikalną i kompleksową wiedzę na temat związków trójkątnych, absolutnie niedostępną dotychczas w polskim internecie. Zanim się to jednak stanie, mam dla Ciebie małe zadanie domowe. Jak sądzisz, ilu mężczyzn procentowo decyduje się na odejście od swojej żony do kochanki? Spróbuj oszacować tę liczbę i daj znać w komentarzu. Być może znajdziesz na ten temat jakieś dane. W następnym poście przedstawię Ci badania na ten temat pewnych amerykańskich socjologów. Zajmiemy się tez typologią romansów według wybitnej psychoterapeutki Rony Subotnik oraz składnikami miłości. Dowiesz się, czy romans to prawdziwa miłość. Oczywiście pod względem naukowym. :-). Do zobaczenia już wkrótce.

Dlaczego kochanka nie znajdzie wsparcia w sieci? Dwie ważne przyczyny.

 

Piszę tego bloga, ponieważ wiem, że jeśli jesteś uwikłana w relacje z żonatym mężczyzną, znalezienie konstruktywnych porad w Internecie czy też poza siecią, jest bardzo trudne. Po pierwsze- ten wstydliwy temat stanowi pewnego rodzaju społeczne „taboo”. O tym się po prostu nie mówi wprost. Posiadanie „kochanka” czy też „kochanki” nie jest usprawiedliwiane w naszym społeczeństwie argumentami takimi jak:

  • czuję, że to ten jedyny
  • bardzo go kocham
  • nie mogę o nim zapomnieć
  • nie mogę bez niego żyć
  • jest między nami wyjątkową więź

Jeśli posłużysz się którymkolwiek z powyższych uzasadnień, bardzo szybko przekonasz się, że otoczenie Ci tego NIE WYBACZY. Nie ma w naszej kulturze przyzwolenia na relacje pozamałżeńskie i pozazwiązkowe. Po pierwsze ze względu na bardzo silne uwarunkowania religijne (zdrada jest postrzegana jako ciężki grzech skazujący na potępienie, jest wykroczeniem przeciwko Dekalogowi) , po drugie zaś ze względu na to, że koncepcja odebrania innej kobiecie męża i rozbicia rodziny jest niezwykle ryzykowna z punktu widzenia ładu społecznego. Religia, kultura, wartości – są to trzy silne fundamenty, budulce tego ładu i poczucia bezpieczeństwa. To ono jest bowiem naszą podstawową ludzką potrzebą, to w trosce o jej zaspokojenie tworzymy relacje, rodziny, składamy publiczne deklaracje o byciu razem, formalizujemy związki – nie tylko pod względem prawnym ale i religijnym.

Jako kochanka jesteś więc na przegranej pozycji wobec świata, religii i kultury- jesteś kimś, kto dla wielu ludzi stanowi realne zagrożenie ładu społecznego. Tak postrzegana jesteś więc potępiana, niemile widziana i nienawidzona. Jeśli próbowałaś już zasięgnąć rady na temat romansu z żonatym mężczyzną w Internecie, np. na forach tematycznych – wiesz, o czym mówię. Konstruktywne i obiektywne rady dla kobiet, które deklarują, że kochają mężczyznę zajętego czy też żonatego – praktycznie nie istnieją, a jedyne czego doświadczysz, próbując podzielić się w sieci swoją historią, to ciąg inwektyw, ironii i niecenzuralnych słów podszytych nienawiścią.

W internecie znajduje się jedynie kilka artykułów na temat romansu z żonatym mężczyzną i są to artykuły o oczywistej konkluzji. Jestem pewna, że nie zaspokaja to Twojej potrzeby ani w zakresie rozumienia natury takich relacji ani w zakresie znalezienia rozwiązania. Po ich przeczytaniu wciąż stoisz w miejscu, a Twoje życie tkwi w nieznośnym zawieszeniu. Nie jesteś też zdolna do podjęcia zdecydowanych kroków. Jeśli szukałaś porad na forach – to najprawdopodobniej na skutek miażdżącej krytyki i zjadliwego potępienia Twoje poczucie wartości i godności zmalało do zera. Poczucie niezrozumienia i rosnące poczucie winy sprawiają, że stajesz się coraz bardziej odizolowana i bezradna. Jesteś jak w potrzasku. Żyjesz z sekretną tajemnicą na temat Twojego życia, uczuć, pragnień. Wahasz się, co zrobić. Jest Ci trudno zwierzyć się z tego problemu rodzinie lub przyjaciołom („spotykam się z żonatym” – na myśl o tym, jak absurdalnie brzmią te słowa obawiasz się reakcji najbliższych, po części dlatego, że wiesz, jak taki komunikat zostanie przyjęty i nie masz co do tego złudzeń). Jeśli na dodatek, podobnie jak twój żonaty partner, Ty sama żyjesz w jakimś formalnych związku, Twój wybór i decyzje nie są tylko Twoją sprawą. W ten problem uwikłane są przynajmniej cztery osoby – Ty, Twój kochanek, jego żona oraz Twój partner lub mąż. Jeśli natomiast oboje macie dzieci ze swoich związków, stopień uwikłania wszystkich zaangażowanych pośrednio i bezpośrednio osób może być naprawdę ogromny. Tak ogromny jak Twoje narastające wątpliwości, decyzyjny paraliż i poczucie winy.

Dlatego proszę, zostań tutaj. To prawdopodobnie jedyne miejsce w sieci, gdzie znajdziesz stosowną pomoc i wsparcie oraz odpowiedzi na nurtujące Cię pytania. Zapewne jednym z najważniejszych, jakie sobie teraz zadajesz jest to:

  • Czy on naprawdę zostawi ją dla mnie?

Oraz inne:

  • Czy warto zaryzykować wszystko w imię tej miłości?
  • Czy odejść od męża lub obecnego partnera i związać się z kochankiem?
  • Co zyskam, a co stracę?
  • Czy decyzja, która podejmę, nie będzie największym życiowym błędem?

Zanim odpowiem Ci na te pytania, sięgnijmy do genezy. Do początków Waszej znajomości. To tam znajduje się klucz do zrozumienia natury tego typu relacji. Zapraszam do dalszej lektury mojego bloga.