To dlatego trwasz w relacji z żonatym! Przekonaj się, czy to potężne narzędzie wywierania wpływu miesza Ci w głowie.

Jeśli przeczytałaś mój poprzedni artykuł o danych statystycznych na temat Twojej szansy na to, że żonaty facet odejdzie od żony i zwiąże się z Tobą ( http://kochamtwojegomeza.pl/tylu-mezczyzn-odchodzi-od-zony-do-swojej-kochanki-jakie-masz-szanse-nie-wiedzialas-sprawdz/ ), a jednocześnie ulegasz pewnemu mechanizmowi, który zaraz Ci przedstawię, szanse na to, że zupełnie zignorowałaś wspomniane liczby, są ogromne. Doskonale rozumiem, co Tobą kieruje i co powoduje, że tamta informacja nie wpływa na Twoją ocenę sytuacji. Pisząc poprzedni artykuł zdawałam sobie z tego w pełni sprawę. Miałam nawet wątpliwości, czy zamieszczać jakiekolwiek statystyki. Kobietę, która kocha mężczyznę, nie obchodzą liczby. Mogłabym równie dobrze podać Ci inne wartości procentowe, dużo niższe, np. mogłaby to być liczba zaczynająca się od zera z rzędem kolejnych zer po przecinku, których policzenie zniecierpliwiłoby Cię zanim dotrwałabyś do końca tej listy. To mogłaby być szansa jak 1: 13983816. To nieważne. Zresztą, zapamiętaj tę liczbę. Nie jest przypadkowa, będą ją jeszcze cytować. Ważne jest to, co Ty wiesz, i co najlepiej można ująć w następujących słowach : porażka trafia się innym, nie Tobie. Ty nie ponosisz ryzyka, Ty masz szansę. Wiesz, że będziecie razem, i czujesz, że to sytuacja wyjątkowa. On jest wyjątkowym mężczyzną, Wasze uczucie jest silne. I nie, ja nie jestem jedną z tych osób, które ignorują to, co naprawdę czujesz. Wiem, jak zniechęcona i sfrustrowana może być kobieta, której powtarza się, że to, co ona identyfikuje jako realny stan emocjonalny, to iluzja albo domek z kart. Prawdopodobnie czujesz złość, kiedy zaprzecza się Twoim uczuciom. To dlatego przestałaś czytać artykuły w internecie na temat związków z facetami żonatymi. One zdawały się kwestionować prawdziwość tego, co Was łączy. Rzeczywistość, którą czujesz i obserwujesz w Waszej relacji, jest czymś, co naprawdę się dzieje i czego doświadczasz. Nie dziwię Ci się, że źle reagujesz na próby udowodnienia Ci, że mylisz się co do wszystkiego, co czujesz. Więc skończmy z tym. Jesteś tu na moim blogu moim gościem, i chcę byś skorzystała z tego przywileju. Masz czuć się dobrze. Podstawą Twojego komfortu jest niezaprzeczanie Twoim uczuciom i szanowanie Ciebie jako osoby, której serce czuje to, co czuje.

Zdradzę Ci teraz pewien sekret – przyczynę dla której nikomu dotąd nie udało się skutecznie Ci pomóc. Oglądałaś może film z Willem Smithem pt. „Ukryte piękno”? ( możesz go zobaczyć tutaj  https://zalukaj.com/zalukaj-film/26183/ukryte_pi_kno_collateral_beauty_2016_.html  ). Opowiada on historię Howarda, człowieka sukcesu, niezwykle inteligentnego i błyskotliwego, robiącego karierę w branży reklamowej w Nowym Jorku. Nagle jego świat się rozpada, dotyka go osobista tragedia. Popada w depresję, apatię, nie wychodzi z domu, z nikim nie rozmawia. Daje upust swoim trudnym emocjom pisząc listy do wyimaginowanych osób. Zadaje im pytania o sens życia, cierpienia i straty. Jego przyjaciele, którzy bardzo go kochają i martwią się jego stanem, pragną mu pomóc. Wpadają więc na pewien niekonwencjonalny pomysł. Zatrudniają grupę aktorów, którzy wcielają się w role postaci z listów pisanych przez Howarda. Postanawiają UZNAĆ realność przeżywanych przez niego emocji i stanów. Całkowicie wchodzą w jego świat, widząc w tym jedyną szansę na nawiązanie z nim dialogu.

Właśnie w tym rzecz. W umiejętności akceptacji czyjejś rzeczywistości, uszanowania jej i nawiązania sensownego porozumienia. Myślę, że żadna z osób, które Ci radziły, żaden z artykułów, które dotąd czytałaś – żadne z tych źródeł nie przyjęły dotąd Twojej perspektywy. Czułaś, że to, o czym słuchasz i czytasz w konfrontacji z tym, co naprawdę jest, co faktycznie się dzieje między Tobą a nim, to dwa światy. Przede wszystkim, ignorowano wartość tego, że kochasz tego mężczyznę. I to ten argument wydał Ci się kluczowy, sprawił, że zrezygnowałaś z pomocy. Bardzo dobrze Cię rozumiem. Wyobraź sobie człowieka, który tak jak wspomniany Howard, cierpi na depresję. Jeśli formą pocieszenia będzie „Nie jest wcale tak źle! (zaprzeczenie uczuciom!), „Weź się w garść!” (żądanie emocjonalnie niewykonalne w tej sytuacji), przestań narzekać (próba wzbudzenia poczucia winy), życie jest piękne (cudza perspektywa) – to jest oczywiste, że taka pomoc zakończy się fiaskiem. Nie ma bowiem wspólnego mianownika Nie ma poczucia zrozumienia. Nie ma poważnego traktowania czyjegoś problemu. Nie ma w ogóle uznania, że osoba ma jakiś problem. Jest tylko lista ocen, żądań i oczekiwań.

Mam jednak dla Ciebie dobrą wiadomość. Jesteś w miejscu, w którym Twoje uczucia traktowane są poważnie. Przyjmuję w pełni Twoją rzeczywistość taką, jak ją postrzegasz. Posiadam tę umiejętność i identyfikuję się z tym, czego doświadczasz. Wiem, że liczby Cię nie przekonują, że przytaczanie danych liczbowych NIE JEST metodą dotarcia do Twojego świata. Ty jesteś i będziesz nadal w relacji z żonatym facetem, nieważne jak wstrząsające statystyki przytaczam. Powodem, dla którego ta relacja tak silnie Cie trzyma, jest fakt, że WIERZYSZ. To Twój upór, determinacja, to przekonanie, że warto czekać na szczęśliwe zakończenie. To ta wiara napędza Cię do określonych zachowań i postaw.

Pragnę Cię uspokoić. To nic dziwnego czy nienormalnego. Poświęciłam ostatnie lata na studiowaniu i próbie zrozumienia natury emocji i wiem dokładnie jak to działa. Zasada jest prosta i proszę, zapamiętaj ją. To Twoje myśli indukują emocje. Wyobrażasz sobie szczęśliwy i wyczekiwany happy end w Waszej relacji i myślisz o Was jak o przyszłej rodzinie. Te wyobrażenia składają się na wizję, która bardzo mocno Cie trzyma i bardzo silnie na Ciebie działa. Wiem, co mówię, bo skończyłam studia coachingowe, na których doświadczałam osobiście czym jest stan wejścia w wizję, uczono mnie jak wykorzystywać to narzędzie w pracy coachingowej i dlaczego jest tak diabelnie skuteczne. Jeśli mamy jakieś cele, pragnienia czy niezaspokojone potrzeby, to wyobrażanie sobie stanu, w którym osiągamy spełnienie pociąga za sobą podobne reakcje psychosomatyczne jak gdybyśmy realnie tego doświadczali. Odkąd istnieje możliwość obrazowania mózgu za pomocą rezonansu, prowadzone badania niezbicie dowodzą, że wyobrażenie sobie np. gry w tenisa przez osobę niepełnosprawną aktywuje te same rejony w mózgu oraz wywołuje identyczny stan pobudzenia, jak w przypadku osoby naprawdę uprawiającej w danej chwili ten sport!

Wyobraźnia to miejsce, w którym jest nam dobrze, rozwiązują się nasze problemy, a wszystkie potrzeby są zaspokojone. Nie tylko o tym myślimy, ale wprost to CZUJEMY. Pobudzenie do działania nie jest czymś, co wynika z naszej wiedzy, danych liczbowych oraz informacji. To EMOCJE nas skłaniają do zrobienia czegoś. Kiedy sobie coś wyobrażasz, Twój umysł przechodzi w stan pełnej relaksacji, fale mózgowe osiągają stan alfa. Towarzyszy Ci poczucie mocy i sprawczości. Widzisz Was razem. Budzicie się codziennie koło siebie. Pijecie kawę o poranku. Zawozicie Wasze dzieci do szkoły. Planujecie wspólne wakacje. On jest wreszcie Twój, tylko Twój przed całym światem!

Z tak miłej wizji, która wywołuje emocje, uwalnia endorfiny w mózgu, realnie oddziałuje na procesy myślowe i aktywizuje określone obszary odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności nie jest łatwo wyjść. Odrywasz się od tych wyobrażeń bardzo niechętnie. Czujesz się dobrze, pozostając w tej wizji jak najdłużej, dlatego notorycznie kręcisz w swojej głowie film o Was. To wywołuje emocje, i zaczynasz się domagać, żeby odczuwany przez Ciebie stan stał się nie tylko miłą odskocznią snutą w wyobraźni, chcesz, aby stała się częścią Twojej rzeczywistości. To nic dziwnego, wszyscy dążymy instynktownie do osiągnięcia stanu przyjemności. Im częściej sobie wyobrażamy i doświadczamy moment zaspokojenia potrzeb tym silnej zdajemy się być zmotywowani do tego, by w realnym życiu osiągać ten wymarzony stan.

Z wizji nie tylko trudno się wychodzi, jak z każdej innej strefy komfortu, ale też wzbudzone nią emocje skłaniają Cię do podejmowania określonych działań. To w tym tkwi siła wizji i siła napędowa Twojego uporu pozostawania w relacji z żonatym mężczyzną. Są to emocje – paliwo Twoich zachowań. Zaczynasz dążyć do realizacji swojej wizji,bo jest dla Ciebie miła, a Ty chcesz jak najdłużej pozostać w jej komforcie. Nie możesz jednak marzyć cały czas. On, żonaty facet, nawet jeśli nie wspomina o partnerce, nie jest dla Ciebie w pełni dostępny. Jeśli zrywa się od Ciebie szybko po pracy, jeśli nie może odebrać telefonu w określonych porach, jeśli nie możecie się widywać tak często i swobodnie, jak byś tego chciała, zaczynasz przeżywać dysonans. Zauważasz, że w Twojej realnej rzeczywistości nie jest tak miło jak w snutej wizji. Przeżywasz więc niepokój i lęk o utratę tego, co dostarcza Ci przyjemnych przeżyć. To dlatego wizja jest tak potężnym narzędziem wpływu. Dla ochrony czegoś, co dostarcza Ci emocjonalnego powera, będziesz w stanie znieść bardzo wiele i walczyć o to jak lwica. Być może pojawia się z Twojej strony presja, by Twój partner się określił, a Ty zaczynasz podejmować coraz więcej starań, by Ci zaufał, żeby zrozumiał, że to Ty jesteś dla niego tym najlepszym wyborem. Nieważne jakie podejmujesz wysiłki. Chcę Ci wytłumaczyć, że wizja i emocje są tym, co Cię napędza, co wzmaga Twoje zaangażowanie i co Cię uzależnia. Najważniejszym komponentem tego uzależnienia jest zaangażowanie i czas. Im przyjemniejsza wizja, tym intensywniejsze emocje. Im silniejsze emocje, tym więcej impulsu do działania. Im więcej podjętych działań w dłuższym czasie, tym mniejsza skłonność do wycofania, bo już jesteś zaangażowana i szkoda Ci czasu, który straciłaś na podjęcie działań. Czujesz coraz większa frustrację, więc częściej oddajesz się wizji o Was razem, aby zredukować napięcie. A to Cię popycha do kolejnych działań i błędne koło się zamyka.

Co powoduje, że ten kołowrotek się kręci, a Ty razem z nim? To Twoja WIARA i emocje. Czujesz i wierzysz, że Twoje szanse powodzenia w tej relacji są dużo większe niż głupie statystyki. Wspomniane 4,6 % szansy to liczba, której Twoja emocjonalność absolutnie nie przetwarza. Ignorujesz tę informację, ponieważ emocje związane z żonatym mężczyzną są dużo poważniej wiążące i mają o wiele większą siłę oddziaływania niż argumenty logiczne. Jeśli czegoś bardzo pragniemy, to wizja osiągnięcia tego celu determinuje nas. To samo dotyczy graczy w Lotto – zapewne znasz wielu ludzi którzy regularnie skreślają kupony w tej grze. Czy wiesz, jakie jest prawdopodobieństwo skreślenia szóstki? To, uwaga, wspomniana przeze mnie na początku liczba, określająca szansę jak 1 : 13 983 816! To dokładnie 0, 0000072 %. Ale czy ta wiedza powstrzymuje miliony Polaków przed inwestycją w kupon? Absolutnie nie! Jeśli zapytałabyś kogokolwiek, dlaczego skreśla kupon Lotto podczas gdy pośród milionów grających jest najczęściej jeden lub kilku wygranych, każdy odpowie Ci, że robi to, bo wierzy i ma nadzieję, że to on będzie tym szczęśliwcem. Gdyby bowiem nie wierzył w happy end, gdyby ocenił swoją szansę na zerową, co uzasadniałoby inwestycję jego czasu, pieniędzy i nadziei?

Podobnie jest z Tobą. Ufasz, że będzie dobrze. To Twój motywator i powód pozostania w tej relacji. Moim celem jest jednak Twoje dobro. Chcę, byś czuła się szczęśliwa bez ponoszenia zbyt dużych nakładów. Jeśli jedyne 4,6 % relacji trójkątnych kończy się sukcesem, zapewne trwasz w takim układzie, bo czujesz i wiesz, że znajdziesz się w tym gronie szczęśliwie wybranych, a Twoja sytuacja jest wyjątkowa. Tak jak grający w Lotto uwierzyli, że aby wygrać,należy grać (czyż to nie jest prawdą?), tak być może Ty masz takie przekonanie, że o prawdziwą miłość należy walczyć i bez próby zmiany Twojej sytuacji (czyli bez Twojego aktywnego działania) nic się nie zmieni. Ale czym jest ta „prawdziwa” miłość, o która walczysz? Uważam, kierując się Twoim najlepiej pojętym dobrem, że jeśli w coś się angażujesz całą sobą, to ważne, aby Twoje wysiłki były tego warte. W kolejnym wpisie przyjrzymy się więc uważnie Waszej miłości. Nie, nie będę zaprzeczać, że kochasz tego mężczyznę, a On Ciebie. Mam jednak pewną informację na temat natury miłości, z której być może nie zdawałaś sobie sprawy. Zapraszam Cię do kolejnego rozdziału Twojej wewnętrznej podróży już wkrótce tutaj, na moim blogu. Będzie to Przystanek Miłość i Sekret MiłościDojrzałej. Będziesz mogła sprawdzić, czy Wasza miłość spełnia to kryterium i czy warto o nią walczyć. Do zobaczenia.

Tylu mężczyzn odchodzi od żony do swojej kochanki. Jakie masz szanse? Nie wiedziałaś? Sprawdź!

 

Nie mam złudzeń. Mój dzisiejszy wpis nie przebuduje Twojego życia w sposób spektakularny. Nie doświadczysz żadnego ” Wow! Od dziś będę szczęśliwa i spełniona, odcinam wszystko grubą kreską.”Mam jednak wielką nadzieję, że ten wpis zapoczątkuje w Tobie proces zmiany, którego pierwszym krokiem będzie głęboka refleksja.

Wiem, że tym, czego oczekujesz, jest natychmiastowa recepta, przepis na to, aby to ktoś zadecydował za Ciebie co w danej sytuacji jest najlepsze i podał Ci to rozwiązanie na talerzu. Wiem, że jedynym rezultatem, jaki w Twoich emocjonalnych kalkulacjach wchodzi aktualnie w rachubę jest sprawienie, by mężczyzna, z którym nawiązałaś romans, odszedł od swojej żony, związał się z Tobą, a Wasz związek stał się jawny przed wszystkimi – jego rodziną, żoną, Twoimi znajomymi i całym otoczeniem. Masz już dość życia w ukryciu i ciągłej niepewności. Poczucie ograniczenia, jakie nieuchronnie wiąże się z tą znajomością, zaczyna Cię mocno uwierać. Jednak, pomimo tych oczywistych niedogodności, nadal w tym trwasz. Wyjaśnię Ci później, w innym  wpisie, dlaczego tak jest, ale zanim to zrobię, pozwól, że zadam Ci pytanie.

Wyobraź sobie, że nosisz się z zamiarem porzucenia swojej etatowej pracy. Posiadasz kwotę potrzebną do uruchomienia nowego biznesu. Jest to 100 tys. złotych. Na ten cel wzięłas kredyt, więc jeśli przedsięwzięcie się nie uda, będziesz musiała się borykać z konsekwencjami. Czy zgodzisz się ze mną, że w tak ryzykownej sytuacji (możesz doświadczyć realnej straty, którą boleśnie odczujesz), bardzo rozsądnym posunięciem byłoby oszacowanie, jakie właściwie masz szanse, że przedsięwzięcie się uda?

A teraz wyobraź sobie, że istnieje pewna instytucja, która w sposób obiektywny i niezależny, opierając się na badaniach specjalistów, prześledziła sytuację na rynku pracy i zebrała dane ilościowe i jakościowe na ten temat. Oszacowała, że z Twoim doświadczeniem, przy obecnej konkurencji, a także przy uwzględnieniu specyfiki branży, prawdopodobieństwo Twojego sukcesu w tym przedsięwzięciu to jedynie 5 %. Czy mając te dane nadal podjęłabyś ryzyko? Innymi słowy: czy wyłożyłabyś te 100 tys.złotych oraz swój nakład pracy, zaangażowania oraz czasu, wiedząc, że masz 95 % pewności odniesienia porażki?

Wróćmy teraz do Twojej sytuacji z żonatym mężczyzną. Niewątpliwie przypomina ona inwestycję. Angażujesz się bowiem w coś, jakieś działanie. Poświęcasz tej znajomości swój cenny czas. Jeśli na dodatek myślisz o dziecku z tym facetem, czas nabiera dla Ciebie jeszcze innego wymiaru (tyka Twój zegar biologiczny!). Jeśli zsumujesz chwile, które poświęciłaś na spotykanie się i myślenie o nim (przyznaj – on to prawie każda Twoja myśl, pierwsza po przebudzeniu i ostatnia przed zaśnięciem), otrzymasz jakieś ogromne liczby wyrażone w minutach, godzinach i dniach, zwłaszcza, jeśli ta relacja ciągnie się od miesięcy lub lat. Dlatego z pełną odpowiedzialnością pozwalam sobie określić Twój poziom zaangażowania jako inwestycję. Są to przecież realne koszty, które ponosisz każdego dnia.

Chciałabym, abyś dobrze zrozumiała moją intencję. Jestem coachem i obowiązuje mnie kodeks etyczny. Cokolwiek próbuję dać Ci do zrozumienia , w tej kalkulacji rozważam całą sytuację wyłącznie z punktu widzenia Twojego dobra. W imię tego dobra proszę Cię teraz, abyś trzymała się faktów. Zastanów się, proszę. Różne rzeczy w życiu są odzyskiwalne, z czym na pewno się zgodzisz. Jeśli nawet ktoś pewnego dnia ukradnie Ci pieniądze, wciąż możesz je zarobić. Jeśli zgubisz torebkę, to albo się znajdzie, albo sobie kupisz nową (to tylko rzecz!). Jesli utopisz gotówkę w niepewnym biznesie, to wciąż jest jakaś szansa, że kiedyś staniesz na nogi, i znam mnóstwo historii osób, którym to się udało. Jednak istnieje taki kapitał i zasób, który nie jest odnawialny. Raz wykorzystany, stracony, nigdy nie podlega zwrotowi. To Twój CZAS, który jest ograniczony dla nas wszystkich. Określona pula godzin, dni, miesięcy i lat. Nie jesteś w stanie niczego do niej dodać ani jej pomnożyć.

Czas, choć absolutnie nie do odzyskania, nie jest jednak jedyną Twoją inwestycją. Angażujesz też w całe przedsięwzięcie swoje emocje. Kochasz, tęsknisz, pragniesz bliskości. Emocje nazywam inwestycją, ponieważ, kolejny raz, podobnie jak w przypadku czasu, jeśli mężczyzna, z którym jesteś w relacji, nie podejmie jakiejś konstruktywnej decyzji o swoim życiu, TY będziesz cierpieć, czyli ponosić stratę (w tym wypadku emocjonalną). Podobnie, gdyby na skutek jego niedecyzyjności doszło do Waszego rozstania, czułabyś ból, tak jak każdy człowiek w sytuacji przeżywania straty. Co więcej, dla Ciebie źródłem bólu jest nie tylko wizja ewentualnego niepowodzenia. Ty prawdopodobnie w pewien sposób cierpisz już TERAZ – przeżywając niepewność co do Waszej przyszłości oraz mając świadomośc, że ten mężczyzna w tej chwili nie jest Twoim pełnoprawnym partnerem. Chcę Ci uswiadomić, że JUŻ ponosisz jakieś koszty – czasowe i emocjonalne. Dlatego nader logiczne i rozsądne oraz w Twoim najlepiej pojętym interesie będzie zastanowienie się jakie masz realne szanse na powodzenie w tej relacji. Chodzi przecież o bardzo realne rzeczy, które poświęcasz w związku z tą znajomością. Tak jak w przykładzie o inwestycji w nowy, kosztowny biznes tak i tutaj coś z siebie dajesz i czegoś chcesz w zamian, bo uczciwie jest dawać i otrzymywać.Ale jakie masz rzeczywiste szanse, że ten mężczyzna poukłada swoje sprawy i zwiąże się z Tobą tak, aby bilans Twojego dawania i otrzymywania był dla Ciebie korzystny, aby w perspektywnie czasowej i emocjonalnej ta relacja Ci się opłaciła?

Przejdźmy zatem do twardych danych.

Lauren Richardson, amerykańska socjolog przez kilka lat prowadziła badania na grupie 55 kobiet w wieku 24 do 65 lat uwikłanych w romans z żonatym mężczyzną. Większośc z tych kobiet odkryła, że ci mężczyźni wcale nie zamierzali odchodzić od swojej żony. Było to dla nich tym bardziej szokujące, że panowie wydawali się być bardzo zaangażowani w nawiązaną relację pozamałżeńską.

Brytyjska socjolog Annette Lawson w książce „Adultery” określiła odsetek mężczyzn porzucających swoją żonę dla kochanki w okolicach 10 %. Z kolei psycholog Jan Halpen w ” Quiet Desperation : The Truth about Successful Men” donosi, że jedynie 3 % relacji trójkątnych zakończyło się odejściem mężczyzny od żony. Co ważne, badanie było oparte na bardzo dużej liczbie respondentów (ponad 4100 osób na kierowniczych stanowiskach, w wieku 27 – 78 lat). Inne badania są jeszcze mniej optymistyczne, sugerując, że tylko 1 % ankietowanych zdecydowało się na ostateczny krok, jakim jest porzucenie żony na rzecz nawiązania nowej, trwałej relacji z kochanką (Nanette Miner, Sandi Terri ” The Affair is Over!”).

Jeśli zsumujemy średnie wyniki wspomnianych badań, otrzymamy, uwaga, 4.6 % szansy, że Twój związek z żonatym mężczyzną zakończy się Twoim sukcesem. Powtórzę jeszcze raz: dokładnie 4,6 % szansy. Innymi słowy: masz 95,4 % pewności, że on nie rozwiedzie się ze swoją żoną i nie zwiąże z Tobą. Co o tym sądzisz? Czy wciąż jesteś w stanie zaryzykować?

Domyślam się, mając już doświadczenie z wieloma kobietami w Twojej sytuacji, że możesz w tej chwili przeżywać pewien dysonans. Twoja racjonalna strona chciałaby powiedzieć NIE, ale strona emocjonalna nie jest w stanie konsekwentnie wycofać się z tej relacji. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego ta relacja tak silnie Cię wiąże, dlaczego jesteś uwikłana? Być może uważasz, że oprócz statystyk liczy się uczucie, a o prawdziwą miłośc należy walczyć, zakładając optymistyczny obrót sytuacji. Ale nie jest to najważniejsza przyczyna, dla której komponent racjonalny nie idzie w parze z Twoim odczuwaniem. Więcej o przyczynach dla których jest Ci trudno zerwać z żonatym mężczyzną, przeczytasz w kolejnym wpisie na blogu. Przedstawię Ci w nim potężne narzędzie wywierania wpływu, któremu nieświadomie ulegasz, będąc w związku trójkątnym. Jeśli masz do mnie jakieś pytania, lub chciałabyś się podzielić swoim osobistym doświadczeniem, proszę, daj znać w komentarzu. Pozdrawiam. Do zobaczenia już wkrótce.