Gdy kochasz żonatego…

Witaj na moim blogu. Prawdopodobnie szukasz tutaj rozwiązania problemu, o którym czujesz, że zabiera Ci godność, energię życiową i to, co najważniejsze, co wyznacza celowość naszej egzystencji: nadzieję. Utraciłaś ją dawno, lub tlą się w Tobie jedynie resztki tego, co zwałaś nadzieją zanim postanowiłaś poszukać w różnych dostępnych źródłach konstruktywnej rady, pomocy i wsparcia. Wiem, że ich nigdzie nie znalazłaś, a Twoje próby zrozumienia swojej sytuacji , wyjścia z niej lub choćby doznania ulgi w bólu i cierpieniu, którego doświadczasz, zakończyły się fiaskiem. Gdyby było inaczej, zignorowałałabyś ten blog. Gdyby było inaczej, nigdy bym go nie napisała.

To miejsce zrodziło się z mojego współczucia do Ciebie, mojego zrozumienia, mojego głębokiego przekonania, że jesteś osobą dobrą, zasługującą na szacunek i miłość. To właśnie ta pierwotna, elementarna potrzeba bycia kochaną, która stanowi nieodzowny sens naszego życia, popchnęła Cię w kierunku sytuacji, w jakiej się obecnie znajdujesz. Kochasz mężczyznę żonatego. Wierzę, że nie chciałaś niczego więcej, jedynie kochać z wzajemnością. Być może doświadczasz wzajemności i deklaracji z jego strony na temat jego uczuć i dalszych kroków ważnych z punktu widzenia Twojego życia i szczęścia, najpewniej jednak nie wiesz, czego możesz się spodziewać, a Twoje samopoczucie i bezpieczeństwo w tej relacji to pędzący z prędkością światła rollercoaster, w którym czujesz się pogubiona, słaba i zależna. Przyglądasz się z niepokojem swojej sytuacji, zaczynasz obserwować pierwsze symptomy ogólnego zniszczenia, jakie ta relacja wniosła do Waszej rzeczywistości. Podejrzewam, że podupada mocno Twoja wiara w siebie, samopoczucie i poziom energii. Dostrzegasz, że Wasze wzajemne uwikłanie przynosi pewne niezamierzone krzywdy i konsekwencje. Wierzę jednak, że wchodząc w taką relację nie planowałaś destrukcji. Twoją intencją nie było czynienie zła, zadawanie komukolwiek cierpienia. Była nią MIŁOŚĆ, jej czysta esencja, jej bolesny, dojmujący brak nazywany głodem miłości.

Chcę Ci powiedzieć, że Cię rozumiem i czuję – głęboko w swoim sercu. Wiem, że jesteś zagubiona i zdezorientowana. Być może borykasz się z depresją, chronicznym smutkiem, uczuciem rozgoryczenia. Bezsilna, skurczona w sobie, wewnętrznie rozdarta. Spijasz chwile szczęścia swojej „zakazanej miłości”, które dają Ci napęd na krótką chwilę tylko po to, aby ponownie skonfrontować Twoją świadomość i emocje z nieskończonym bólem, wstydem i uczuciem przykrego zawodu.

Czy czujesz się gorsza? Może winna? Bezwartościowa? Jakkolwiek raniące uczucia w sobie nosisz, chcę Ci powiedzieć, że bez względu na wszystko, czego doświadczasz i w co się uwikłałaś, bez wątpienia zasługujesz na wysłuchanie, zrozumienie i pomoc. Zasługujesz też na to aby być kochaną przez mężczyznę Twojego życia. To Twoje prawa, których nie tworzę dla Ciebie, a jedynie przypominam Ci o ich istnieniu. Będę o nie walczyć do końca, będę ich bronić, będę adwokatem Twojej godności. Bez względu na donośne głosy krytyki, pogardy i dewaluacji Ciebie jako człowieka; nie zważając na społeczną dezaprobatę i niewątpliwy ostracyzm. Piszę, aby wesprzeć CIEBIE – jako istotę, która w moim mniemaniu ma prawo popełniać błędy na drodze szukania własnego szczęścia, ma prawo kochać i czuć swoją godność. Chcę Ci pomóc radzić sobie z Twoimi rozterkami, dylematami, uczuciem zagubienia i bezsilności. Chcę Ci uczciwie powiedzieć, co możesz zrobić w swojej sytuacji, jakie są jej przyczyny i jak możesz ją interpretować w sposób, który nie będzie dewastacyjny dla Twojego poczucia wartości. Chcę Twojego dobra i czuję Twoje zranione serce. Posługując się własną wiedzą, wykształceniem i doświadczeniem oraz posiłkując się fachową literaturą i konsultacjami psychologiczno – terapeutycznymi pragnę Cię zrozumieć, wesprzeć, dać Ci nadzieję i narzędzie do odbudowy Twojego poczucia wartości. Jest nim ten blog w formie poradnika. Dlatego proszę – wstań z kolan i zacznij żyć. Dane Ci życie jest krótkie, ale mam dla Ciebie dobrą wiadomość. W tym życiu bezwzględnie musisz być szczęśliwa. I będziesz. Obiecuję. Wszystko, czego do tej pory doświadczyłaś, jakkolwiek bolesne, ma sens.

Zostań tu ze mną i posłuchaj, jaki.

2 odpowiedzi do “Gdy kochasz żonatego…”

  1. Tak. Kocham Luśke. Kocham choć nie jest mój. Nie jest też jej. Jest swój. Jedyny facet z którym mogę być. Chory na nieuleczalną chorobę Pan. Najpiękniejszy na świecie i najlepszy. Nigdy nie będę się wstydzić tego uczucia bo jest wart wszystkjego co najlepsze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *