To dlatego trwasz w relacji z żonatym! Przekonaj się, czy to potężne narzędzie wywierania wpływu miesza Ci w głowie.

Jeśli przeczytałaś mój poprzedni artykuł o danych statystycznych na temat Twojej szansy na to, że żonaty facet odejdzie od żony i zwiąże się z Tobą ( http://kochamtwojegomeza.pl/tylu-mezczyzn-odchodzi-od-zony-do-swojej-kochanki-jakie-masz-szanse-nie-wiedzialas-sprawdz/ ), a jednocześnie ulegasz pewnemu mechanizmowi, który zaraz Ci przedstawię, szanse na to, że zupełnie zignorowałaś wspomniane liczby, są ogromne. Doskonale rozumiem, co Tobą kieruje i co powoduje, że tamta informacja nie wpływa na Twoją ocenę sytuacji. Pisząc poprzedni artykuł zdawałam sobie z tego w pełni sprawę. Miałam nawet wątpliwości, czy zamieszczać jakiekolwiek statystyki. Kobietę, która kocha mężczyznę, nie obchodzą liczby. Mogłabym równie dobrze podać Ci inne wartości procentowe, dużo niższe, np. mogłaby to być liczba zaczynająca się od zera z rzędem kolejnych zer po przecinku, których policzenie zniecierpliwiłoby Cię zanim dotrwałabyś do końca tej listy. To mogłaby być szansa jak 1: 13983816. To nieważne. Zresztą, zapamiętaj tę liczbę. Nie jest przypadkowa, będą ją jeszcze cytować. Ważne jest to, co Ty wiesz, i co najlepiej można ująć w następujących słowach : porażka trafia się innym, nie Tobie. Ty nie ponosisz ryzyka, Ty masz szansę. Wiesz, że będziecie razem, i czujesz, że to sytuacja wyjątkowa. On jest wyjątkowym mężczyzną, Wasze uczucie jest silne. I nie, ja nie jestem jedną z tych osób, które ignorują to, co naprawdę czujesz. Wiem, jak zniechęcona i sfrustrowana może być kobieta, której powtarza się, że to, co ona identyfikuje jako realny stan emocjonalny, to iluzja albo domek z kart. Prawdopodobnie czujesz złość, kiedy zaprzecza się Twoim uczuciom. To dlatego przestałaś czytać artykuły w internecie na temat związków z facetami żonatymi. One zdawały się kwestionować prawdziwość tego, co Was łączy. Rzeczywistość, którą czujesz i obserwujesz w Waszej relacji, jest czymś, co naprawdę się dzieje i czego doświadczasz. Nie dziwię Ci się, że źle reagujesz na próby udowodnienia Ci, że mylisz się co do wszystkiego, co czujesz. Więc skończmy z tym. Jesteś tu na moim blogu moim gościem, i chcę byś skorzystała z tego przywileju. Masz czuć się dobrze. Podstawą Twojego komfortu jest niezaprzeczanie Twoim uczuciom i szanowanie Ciebie jako osoby, której serce czuje to, co czuje.

Zdradzę Ci teraz pewien sekret – przyczynę dla której nikomu dotąd nie udało się skutecznie Ci pomóc. Oglądałaś może film z Willem Smithem pt. „Ukryte piękno”? ( możesz go zobaczyć tutaj  https://zalukaj.com/zalukaj-film/26183/ukryte_pi_kno_collateral_beauty_2016_.html  ). Opowiada on historię Howarda, człowieka sukcesu, niezwykle inteligentnego i błyskotliwego, robiącego karierę w branży reklamowej w Nowym Jorku. Nagle jego świat się rozpada, dotyka go osobista tragedia. Popada w depresję, apatię, nie wychodzi z domu, z nikim nie rozmawia. Daje upust swoim trudnym emocjom pisząc listy do wyimaginowanych osób. Zadaje im pytania o sens życia, cierpienia i straty. Jego przyjaciele, którzy bardzo go kochają i martwią się jego stanem, pragną mu pomóc. Wpadają więc na pewien niekonwencjonalny pomysł. Zatrudniają grupę aktorów, którzy wcielają się w role postaci z listów pisanych przez Howarda. Postanawiają UZNAĆ realność przeżywanych przez niego emocji i stanów. Całkowicie wchodzą w jego świat, widząc w tym jedyną szansę na nawiązanie z nim dialogu.

Właśnie w tym rzecz. W umiejętności akceptacji czyjejś rzeczywistości, uszanowania jej i nawiązania sensownego porozumienia. Myślę, że żadna z osób, które Ci radziły, żaden z artykułów, które dotąd czytałaś – żadne z tych źródeł nie przyjęły dotąd Twojej perspektywy. Czułaś, że to, o czym słuchasz i czytasz w konfrontacji z tym, co naprawdę jest, co faktycznie się dzieje między Tobą a nim, to dwa światy. Przede wszystkim, ignorowano wartość tego, że kochasz tego mężczyznę. I to ten argument wydał Ci się kluczowy, sprawił, że zrezygnowałaś z pomocy. Bardzo dobrze Cię rozumiem. Wyobraź sobie człowieka, który tak jak wspomniany Howard, cierpi na depresję. Jeśli formą pocieszenia będzie „Nie jest wcale tak źle! (zaprzeczenie uczuciom!), „Weź się w garść!” (żądanie emocjonalnie niewykonalne w tej sytuacji), przestań narzekać (próba wzbudzenia poczucia winy), życie jest piękne (cudza perspektywa) – to jest oczywiste, że taka pomoc zakończy się fiaskiem. Nie ma bowiem wspólnego mianownika Nie ma poczucia zrozumienia. Nie ma poważnego traktowania czyjegoś problemu. Nie ma w ogóle uznania, że osoba ma jakiś problem. Jest tylko lista ocen, żądań i oczekiwań.

Mam jednak dla Ciebie dobrą wiadomość. Jesteś w miejscu, w którym Twoje uczucia traktowane są poważnie. Przyjmuję w pełni Twoją rzeczywistość taką, jak ją postrzegasz. Posiadam tę umiejętność i identyfikuję się z tym, czego doświadczasz. Wiem, że liczby Cię nie przekonują, że przytaczanie danych liczbowych NIE JEST metodą dotarcia do Twojego świata. Ty jesteś i będziesz nadal w relacji z żonatym facetem, nieważne jak wstrząsające statystyki przytaczam. Powodem, dla którego ta relacja tak silnie Cie trzyma, jest fakt, że WIERZYSZ. To Twój upór, determinacja, to przekonanie, że warto czekać na szczęśliwe zakończenie. To ta wiara napędza Cię do określonych zachowań i postaw.

Pragnę Cię uspokoić. To nic dziwnego czy nienormalnego. Poświęciłam ostatnie lata na studiowaniu i próbie zrozumienia natury emocji i wiem dokładnie jak to działa. Zasada jest prosta i proszę, zapamiętaj ją. To Twoje myśli indukują emocje. Wyobrażasz sobie szczęśliwy i wyczekiwany happy end w Waszej relacji i myślisz o Was jak o przyszłej rodzinie. Te wyobrażenia składają się na wizję, która bardzo mocno Cie trzyma i bardzo silnie na Ciebie działa. Wiem, co mówię, bo skończyłam studia coachingowe, na których doświadczałam osobiście czym jest stan wejścia w wizję, uczono mnie jak wykorzystywać to narzędzie w pracy coachingowej i dlaczego jest tak diabelnie skuteczne. Jeśli mamy jakieś cele, pragnienia czy niezaspokojone potrzeby, to wyobrażanie sobie stanu, w którym osiągamy spełnienie pociąga za sobą podobne reakcje psychosomatyczne jak gdybyśmy realnie tego doświadczali. Odkąd istnieje możliwość obrazowania mózgu za pomocą rezonansu, prowadzone badania niezbicie dowodzą, że wyobrażenie sobie np. gry w tenisa przez osobę niepełnosprawną aktywuje te same rejony w mózgu oraz wywołuje identyczny stan pobudzenia, jak w przypadku osoby naprawdę uprawiającej w danej chwili ten sport!

Wyobraźnia to miejsce, w którym jest nam dobrze, rozwiązują się nasze problemy, a wszystkie potrzeby są zaspokojone. Nie tylko o tym myślimy, ale wprost to CZUJEMY. Pobudzenie do działania nie jest czymś, co wynika z naszej wiedzy, danych liczbowych oraz informacji. To EMOCJE nas skłaniają do zrobienia czegoś. Kiedy sobie coś wyobrażasz, Twój umysł przechodzi w stan pełnej relaksacji, fale mózgowe osiągają stan alfa. Towarzyszy Ci poczucie mocy i sprawczości. Widzisz Was razem. Budzicie się codziennie koło siebie. Pijecie kawę o poranku. Zawozicie Wasze dzieci do szkoły. Planujecie wspólne wakacje. On jest wreszcie Twój, tylko Twój przed całym światem!

Z tak miłej wizji, która wywołuje emocje, uwalnia endorfiny w mózgu, realnie oddziałuje na procesy myślowe i aktywizuje określone obszary odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności nie jest łatwo wyjść. Odrywasz się od tych wyobrażeń bardzo niechętnie. Czujesz się dobrze, pozostając w tej wizji jak najdłużej, dlatego notorycznie kręcisz w swojej głowie film o Was. To wywołuje emocje, i zaczynasz się domagać, żeby odczuwany przez Ciebie stan stał się nie tylko miłą odskocznią snutą w wyobraźni, chcesz, aby stała się częścią Twojej rzeczywistości. To nic dziwnego, wszyscy dążymy instynktownie do osiągnięcia stanu przyjemności. Im częściej sobie wyobrażamy i doświadczamy moment zaspokojenia potrzeb tym silnej zdajemy się być zmotywowani do tego, by w realnym życiu osiągać ten wymarzony stan.

Z wizji nie tylko trudno się wychodzi, jak z każdej innej strefy komfortu, ale też wzbudzone nią emocje skłaniają Cię do podejmowania określonych działań. To w tym tkwi siła wizji i siła napędowa Twojego uporu pozostawania w relacji z żonatym mężczyzną. Są to emocje – paliwo Twoich zachowań. Zaczynasz dążyć do realizacji swojej wizji,bo jest dla Ciebie miła, a Ty chcesz jak najdłużej pozostać w jej komforcie. Nie możesz jednak marzyć cały czas. On, żonaty facet, nawet jeśli nie wspomina o partnerce, nie jest dla Ciebie w pełni dostępny. Jeśli zrywa się od Ciebie szybko po pracy, jeśli nie może odebrać telefonu w określonych porach, jeśli nie możecie się widywać tak często i swobodnie, jak byś tego chciała, zaczynasz przeżywać dysonans. Zauważasz, że w Twojej realnej rzeczywistości nie jest tak miło jak w snutej wizji. Przeżywasz więc niepokój i lęk o utratę tego, co dostarcza Ci przyjemnych przeżyć. To dlatego wizja jest tak potężnym narzędziem wpływu. Dla ochrony czegoś, co dostarcza Ci emocjonalnego powera, będziesz w stanie znieść bardzo wiele i walczyć o to jak lwica. Być może pojawia się z Twojej strony presja, by Twój partner się określił, a Ty zaczynasz podejmować coraz więcej starań, by Ci zaufał, żeby zrozumiał, że to Ty jesteś dla niego tym najlepszym wyborem. Nieważne jakie podejmujesz wysiłki. Chcę Ci wytłumaczyć, że wizja i emocje są tym, co Cię napędza, co wzmaga Twoje zaangażowanie i co Cię uzależnia. Najważniejszym komponentem tego uzależnienia jest zaangażowanie i czas. Im przyjemniejsza wizja, tym intensywniejsze emocje. Im silniejsze emocje, tym więcej impulsu do działania. Im więcej podjętych działań w dłuższym czasie, tym mniejsza skłonność do wycofania, bo już jesteś zaangażowana i szkoda Ci czasu, który straciłaś na podjęcie działań. Czujesz coraz większa frustrację, więc częściej oddajesz się wizji o Was razem, aby zredukować napięcie. A to Cię popycha do kolejnych działań i błędne koło się zamyka.

Co powoduje, że ten kołowrotek się kręci, a Ty razem z nim? To Twoja WIARA i emocje. Czujesz i wierzysz, że Twoje szanse powodzenia w tej relacji są dużo większe niż głupie statystyki. Wspomniane 4,6 % szansy to liczba, której Twoja emocjonalność absolutnie nie przetwarza. Ignorujesz tę informację, ponieważ emocje związane z żonatym mężczyzną są dużo poważniej wiążące i mają o wiele większą siłę oddziaływania niż argumenty logiczne. Jeśli czegoś bardzo pragniemy, to wizja osiągnięcia tego celu determinuje nas. To samo dotyczy graczy w Lotto – zapewne znasz wielu ludzi którzy regularnie skreślają kupony w tej grze. Czy wiesz, jakie jest prawdopodobieństwo skreślenia szóstki? To, uwaga, wspomniana przeze mnie na początku liczba, określająca szansę jak 1 : 13 983 816! To dokładnie 0, 0000072 %. Ale czy ta wiedza powstrzymuje miliony Polaków przed inwestycją w kupon? Absolutnie nie! Jeśli zapytałabyś kogokolwiek, dlaczego skreśla kupon Lotto podczas gdy pośród milionów grających jest najczęściej jeden lub kilku wygranych, każdy odpowie Ci, że robi to, bo wierzy i ma nadzieję, że to on będzie tym szczęśliwcem. Gdyby bowiem nie wierzył w happy end, gdyby ocenił swoją szansę na zerową, co uzasadniałoby inwestycję jego czasu, pieniędzy i nadziei?

Podobnie jest z Tobą. Ufasz, że będzie dobrze. To Twój motywator i powód pozostania w tej relacji. Moim celem jest jednak Twoje dobro. Chcę, byś czuła się szczęśliwa bez ponoszenia zbyt dużych nakładów. Jeśli jedyne 4,6 % relacji trójkątnych kończy się sukcesem, zapewne trwasz w takim układzie, bo czujesz i wiesz, że znajdziesz się w tym gronie szczęśliwie wybranych, a Twoja sytuacja jest wyjątkowa. Tak jak grający w Lotto uwierzyli, że aby wygrać,należy grać (czyż to nie jest prawdą?), tak być może Ty masz takie przekonanie, że o prawdziwą miłość należy walczyć i bez próby zmiany Twojej sytuacji (czyli bez Twojego aktywnego działania) nic się nie zmieni. Ale czym jest ta „prawdziwa” miłość, o która walczysz? Uważam, kierując się Twoim najlepiej pojętym dobrem, że jeśli w coś się angażujesz całą sobą, to ważne, aby Twoje wysiłki były tego warte. W kolejnym wpisie przyjrzymy się więc uważnie Waszej miłości. Nie, nie będę zaprzeczać, że kochasz tego mężczyznę, a On Ciebie. Mam jednak pewną informację na temat natury miłości, z której być może nie zdawałaś sobie sprawy. Zapraszam Cię do kolejnego rozdziału Twojej wewnętrznej podróży już wkrótce tutaj, na moim blogu. Będzie to Przystanek Miłość i Sekret MiłościDojrzałej. Będziesz mogła sprawdzić, czy Wasza miłość spełnia to kryterium i czy warto o nią walczyć. Do zobaczenia.

4 odpowiedzi do “To dlatego trwasz w relacji z żonatym! Przekonaj się, czy to potężne narzędzie wywierania wpływu miesza Ci w głowie.”

  1. Ja to jestem w bardzo pokreconej i trudnej sytuacji… Też byłam „tą drugą”. Przeczytałam wszystkie posty na tym blogu i dużo zrozumiałam… Zrozumiałam jak działa ten mechanizm. Od kilku lat chodziłam na psychoterapię i dzięki temu też wiedziałam, że muszę to zakończyć. Jednak nie było to łatwe, wiadomo. Moja historia jest długa, ale nie ma sensu jej tutaj opisywać. W momencie kiedy rozstaliśmy się, zaczynałam układać swoje życie bez niego, okazało się, że jestem w ciąży. Obecnie 7 miesiąc. Cóż mogę napisać więcej… Boję się o to co będzie dalej. Dziękuję za tego bloga. Rzeczywiście jest mało miejsc w sieci, na których można o tym przeczytać. Mam nadzieję, że wiele kobiet skorzysta z Pani wiedzy.

    1. Droga Ayaa,
      dziękuję, że podzieliłas się kawałkiem swojej historii. Cieszę się, że ten blog jest pomocny w zrozumieniu jak działa mechanizm uwikłania. Dlaczego przerwałaś terapię? Co zdecydowałaś odnośnie Waszej relacji? Pozdrawiam ciepło, Agnieszka.

      1. To nie ja zdecydowałam o przerwaniu terapii. Psychoterapeutka do której chodziłam na regularne spotkania wyjechała w sierpniu za granicę. Umówiliśmy, że wrócimy do spotkań po jej powrocie (miała wrócić w grudniu). Niestety od tamtego momentu nie mogłam się z nią skontaktować, bo nie odpowiadała na maile i telefon. Kiedy dowiedziałam się o ciąży potrzebowałam z kimś o tym porozmawiać, byłam w kiepskim stanie. Skontaktowałam się z terapeutka do której chodziłam dawniej. Niestety byłam w stanie dojechać do niej tylko dwa razy, bo ciąża jest już zaawansowana i ciężko jest mi dojechać około 70km do niej. Mimo wszystko te dwa spotkania bardzo mi pomogły. Poukladalam sobie mniej więcej to wszystko i wiem czego mam się trzymać.
        Wiem, że ktoś z boku może mnie ocenić jako naiwną kobietę, kolejną, która dała się zwieść takiemu mężczyźnie. Tak, znam te wszystkie schematy, na terapii też z tym walczyłam… W końcu odważyłam się i postawilam na jedną kartę. Nasz związek zakończył się (on podjął taką decyzję) jednak po czasie dowiedzieliśmy się o ciąży. I to nie była tzw wpadka. On od dłuższego czasu ciągle mnie namawiał na dziecko, prosił żebym przestała brać antykoncepcje, zrywał ze mnie plastry które brałam, miał wyrzuty, że nie traktuję go poważnie, bo nie chcę się zdecydować. Ja jemu zawsze powtarzalam, że najpierw musi swoje sprawy zamknąć. Był świadomy wszystkiego.
        To naprawdę długa historia… Ale napiszę tylko jeszcze co zdecydowałam. On nie mógł określić się jak będą wyglądać nasze relacje dalej. Cieszy się, że będziemy mieć córkę, jest zaangażowany w zakupy, jeździ ze mną na badania (za każdym razem kiedy widzi na usg naszą córkę i mój powiększający się brzuch to płacze) , interesuje się moim samopoczuciem itd. Ale poza tym teraz częściej spotyka się że swoimi dziećmi, które mieszkają za granicą. Chce nadrobić czas kiedy ich nie widział. Twierdzi, że przecież teraz i tak nic nie może zrobić, bo trzeba czekać aż dziecko przyjdzie na świat. Od pół roku nie mieszkamy już razem. Postanowiłam przeprowadzić się do moich rodziców. On denerwowal mnie swoim niezdecydowaniem, tym, że powiedział, że teraz nie jest w stanie angażować się emocjonalnie w związek… Dlatego powiedziałam, że nie chcę mieć z nim kontaktu i odcielam się na tyle ile mogłam. Boli mnie ta jego obojętność. Niestety musimy od czasu do czasu uzgadniac kwestie finansowe i on chce być obecny na badaniach.
        Przepraszam, że tak rozpisalam się. Niestety nie mogłam streścić tego w kilku zdaniach. Poza tym pisanie o tym pomaga mi w jakiś sposób. I żeby nie było – bardzo się cieszę, że będę mamą mimo, że wiem, że sytuacja jest bardzo skomplikowana… Są też momenty kiedy boję się o to co będzie.
        OK, to tyle. Czy słyszała Pani o podobnej historii? Co Pani o tym myśli?

  2. Naprawdę tylko 4,6% odchodzi od niekochanej żony?? Teraz jestem zaskoczona… że znalazłam się w tych malutkich cyferkach. Obecnie od 7 lat razem… Szczęśliwi 🙂 A niby szanse tak małe, jak to przedstawiacie… Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *